platforma blogowa portalu nowa trybuna opolska

Lud kurski i sekta Barentsa

We Wprost ukazał się sensacyjny tekst o tym, że to Amerykanie 12 lat temu zatopili na Morzu Barentsa rosyjski super okręt podwodny „Kursk”. Artykuł jest autorstwa Wiktora Batera, dziennikarza rzetelnego, znanego, obliczalnego i nagradzanego, który swój materiał oparł na zwierzeniach adiutanta rosyjskiego Sztabu Generalnego, od kilku lat na emeryturze. Czytaj dalej…

Mój długi weekendowy stercz

Tydzień temu, gdy jechałem w Bieszczady, doznałem deja vu. Było to na wysokości Bochni, tam gdzie są takie zakrętasy i bariery dźwiękochłonne. Przy czym w przeciwieństwie do zwyczajowego deja vu, kiedy to zaledwie mgliście kojarzymy, że kiedyś już przeżyliśmy podobną sytuację, ja wiedziałem dokładnie, kiedy po raz pierwszy spotkało mnie coś równie koszmarnego. Czytaj dalej…

Kita figowa

Od kilku dnie łupię w wolnych chwilach drzewo na zimę. Ilekroć uderzam siekierą w pniak, tylekroć czuję obawę o ostrze, gdyż drzewem tym jest brzoza. A brzoza, wiadomo, drzewo nieomal pancerne, potrafi odciąć skrzydło wielkiego samolotu, cóż dopiero zniszczyć lichą siekierkę kupioną na wyprzedaży w markecie. Ale co uderzę, to brzoza – pyk! – rozpada się na dwie części, a ostrze nawet nie draśnięte. Czytaj dalej…

Sekta z Lockerby

21 grudnia 1988 roku na szkockie Lockerby spadły kawałki samolotu Pan American z Londynu do Nowego Jorku. Wybiły krater głęboki na 15 metrów i zabiły 11 mieszkańców miasta. Samolotem leciało 259 osób, wszystkie one zginęły.
Śledztwo prowadziła szkocka prokuratura do spółki z agentami amerykańskimi. Było drobiazgowe, długie i mimo że niewolne od kontrowersji, to perfekcyjne. Czytaj dalej…

Ci drażniący pijarowcy w swych wkurzających krawatach

Znajomy znajomego pisze dla miesięcznika „Press” (owej biblii krajowego proletariatu medialnego) tekst o pijarowcach, czyli pracownikach „public relations”, które kiedyś nazywały się swojsko, bo propagandą. Jedno z zagadnień przygotowywanej publikacji brzmi: co w pijarowcach najbardziej denerwuje dziennikarzy? Poproszono i mnie o odpowiedź na to pytanie. Chcesz, masz. Czytaj dalej…

Podatek od śmierci

Tak to już jest w każdą władzą w Polsce. Obiecuje ciastko, a daje suchara. I jeszcze się obraża, jak nie nazbyt gorliwie mlaszczesz. Obraża i posyła na ciebie agentów ABW, żeby ci przetrzepali świadomość polityczną i twardy dysk. Mlaskaniem mając obrzękłe jęzory… – tak powinien rozpocząć swój wiersz jakiś współczesny Norwid, gdyby się wreszcie narodził.

Miało być ciastko, jest suchar. Miał być ożywczy podatek liniowy, a będzie podatek od śmierci. Tak właśnie – podatkiem od śmierci – można nazwać przepis, jaki w swym amoku ustawodawczym naszykowała nam władza nasza kochana. Od 1 lipca tego roku wszystkie hospicja będą się musiały przestawić się z działalności non profit na prowadzenie zwykłej działalności gospodarczej. Jakby hospicjum było hotelem, a nie tym szczególnym miejscem, w którym szlachetni ludzie pomagają nam przejść na drugą stronę w sposób godny.

Wymóg działalności gospodarczej nakłada na hospicja ustawa o działalności leczniczej, przy której wciąż ktoś gmera i gmera, że trudno się w tym połapać (i pewnie o to chodzi!).

Co taka komercjalizacja oznacza w praktyce? A to, że hospicja nie będą już mogły korzystać z darowizn pochodzących z 1 procenta odliczanego od podatku i przekazywanego przez obywateli. Zniknie również możliwość organizacji zbiórek pieniędzy i akcji pomocowych. Jak czytam, „dla wielu ośrodków oznacza to wręcz likwidację, bo pieniądze pochodzące z pomocy są znacznym uzupełnieniem budżetów”. Ile stąd jeszcze kroków do ustawowej eutanazji? – to pytanie zadaję z trwogą, bo wchodzę już powoli w taki wiek, w którym mężczyznę bardziej raduje informacja, że w okolicy otwarto nowe hospicjum niż nową knajpę czy burdel.

Jeżeli więc za 25 lat potkniecie się na ulicy o dogorywającego dziadka, toczącego z bezzębnych ust felietonową żółć, który pod głową zamiast poduszki będzie miał kilka swych niesprzedanych książek, pokażcie mnie dzieciom jako przykład źle zaplanowanej kariery i źle ulokowanych sympatii politycznych w roku 2007 i 2011. I poślijcie je po bułkę albo lepiej po ćwiartkę na zapomnienie.

No, chyba że umrę wcześniej, na dodatek w sposób komercyjny, to znaczy oszczędzając władzy wydatków na morfinę i pampersy. A może i przysporzę nawet państwu swym zgonem paru groszy? Jak komercja, to komercja! Ministrowi Arłukowiczowi polecam zatem lekturę „Medalionów” Zofii Nałkowskiej. Ileż tam pomysłowych przykładów na gospodarność w dziedzinie umierania. Niech w ministerstwie zrobią z tego ściągę i roześlą po hospicjach. A one niech się wzorują! Niech wreszcie zarabiają!

Sadła na mnie dość, może więc jakaś limitowana seria mydełka „Reporter” by nawet wyszła? Niestety, nie mam tatuaży, więc abażur z mojej skóry pasowałby wyłącznie do wnętrz utrzymanych w stylu minimalistycznym.

Co jeszcze? Może by hospicja wykorzystały komercyjnie nowe media? Wyobrażacie sobie tę klikalność na Youtubie, gdzie pod zakładkę „Ostatnie tchnienie” wrzucano by co bardziej hecowne filmiki z agonii? Za klikalnością idą reklamy, a za nimi kasa.

Jak żyć, panie premierze, jak żyć?
Krótko! A potem umrzyj tak, żeby i kraj miał z tego parę dodatkowych groszy!

Podanie o pracę do Donalda Tuska, premiera

Szanowny Panie Premierze, jeżeli mój list prześlizgnie się jakimś cudem przez szpaler Pańskich oddanych funkcjonariuszy, tak bardzo dbających, aby zarówno Pan, jak i Pańska partia oddalały się coraz bardziej od ludu i jego pragnień, proszę doczytać go do końca. On ma tylko 3 tysiące znaków, wliczając w to przecinki i spacje. Czytaj dalej…

Pani bez oka

Myślałem, że to Tarantino zrobił dokrętkę „Kill Billa”, tej brawurowej opowieści o zemście, gdzie krew sika jak woda z rury rozerwanej mrozem. Ale nie. Czytaj dalej…

Niech im pracują mózgi nie nogi

Marzę o tym, żeby mieć premiera inwalidę. Żeby sobie siedział na wózku, niczym prezydent Roosevelt, i żeby z tego swojego rydwanu zarządzał krajem. I żeby mu pracowała tylko głowa, bo reszta jest dla mnie, obywatela, nieistotna. Czytaj dalej…

Nieważne jak, lecz ważne kto

Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację. Od rana TVN bombarduje nas zajawkami wznowionego programu „Teraz My!”, w którym zapowiada przełom w sprawie uprowadzonej Madzi. Ten przełom miałby być spowodowany dziennikarskim śledztwem, którego szczegóły stacja ujawni już niebawem, o godzinie takiej to a takiej. Oglądajcie! Nie przegapcie! Bum, bum, bum! Czytaj dalej…