Tak to już jest w każdą władzą w Polsce. Obiecuje ciastko, a daje suchara. I jeszcze się obraża, jak nie nazbyt gorliwie mlaszczesz. Obraża i posyła na ciebie agentów ABW, żeby ci przetrzepali świadomość polityczną i twardy dysk. Mlaskaniem mając obrzękłe jęzory… – tak powinien rozpocząć swój wiersz jakiś współczesny Norwid, gdyby się wreszcie narodził.
Miało być ciastko, jest suchar. Miał być ożywczy podatek liniowy, a będzie podatek od śmierci. Tak właśnie – podatkiem od śmierci – można nazwać przepis, jaki w swym amoku ustawodawczym naszykowała nam władza nasza kochana. Od 1 lipca tego roku wszystkie hospicja będą się musiały przestawić się z działalności non profit na prowadzenie zwykłej działalności gospodarczej. Jakby hospicjum było hotelem, a nie tym szczególnym miejscem, w którym szlachetni ludzie pomagają nam przejść na drugą stronę w sposób godny.
Wymóg działalności gospodarczej nakłada na hospicja ustawa o działalności leczniczej, przy której wciąż ktoś gmera i gmera, że trudno się w tym połapać (i pewnie o to chodzi!).
Co taka komercjalizacja oznacza w praktyce? A to, że hospicja nie będą już mogły korzystać z darowizn pochodzących z 1 procenta odliczanego od podatku i przekazywanego przez obywateli. Zniknie również możliwość organizacji zbiórek pieniędzy i akcji pomocowych. Jak czytam, „dla wielu ośrodków oznacza to wręcz likwidację, bo pieniądze pochodzące z pomocy są znacznym uzupełnieniem budżetów”. Ile stąd jeszcze kroków do ustawowej eutanazji? – to pytanie zadaję z trwogą, bo wchodzę już powoli w taki wiek, w którym mężczyznę bardziej raduje informacja, że w okolicy otwarto nowe hospicjum niż nową knajpę czy burdel.
Jeżeli więc za 25 lat potkniecie się na ulicy o dogorywającego dziadka, toczącego z bezzębnych ust felietonową żółć, który pod głową zamiast poduszki będzie miał kilka swych niesprzedanych książek, pokażcie mnie dzieciom jako przykład źle zaplanowanej kariery i źle ulokowanych sympatii politycznych w roku 2007 i 2011. I poślijcie je po bułkę albo lepiej po ćwiartkę na zapomnienie.
No, chyba że umrę wcześniej, na dodatek w sposób komercyjny, to znaczy oszczędzając władzy wydatków na morfinę i pampersy. A może i przysporzę nawet państwu swym zgonem paru groszy? Jak komercja, to komercja! Ministrowi Arłukowiczowi polecam zatem lekturę „Medalionów” Zofii Nałkowskiej. Ileż tam pomysłowych przykładów na gospodarność w dziedzinie umierania. Niech w ministerstwie zrobią z tego ściągę i roześlą po hospicjach. A one niech się wzorują! Niech wreszcie zarabiają!
Sadła na mnie dość, może więc jakaś limitowana seria mydełka „Reporter” by nawet wyszła? Niestety, nie mam tatuaży, więc abażur z mojej skóry pasowałby wyłącznie do wnętrz utrzymanych w stylu minimalistycznym.
Co jeszcze? Może by hospicja wykorzystały komercyjnie nowe media? Wyobrażacie sobie tę klikalność na Youtubie, gdzie pod zakładkę „Ostatnie tchnienie” wrzucano by co bardziej hecowne filmiki z agonii? Za klikalnością idą reklamy, a za nimi kasa.
Jak żyć, panie premierze, jak żyć?
Krótko! A potem umrzyj tak, żeby i kraj miał z tego parę dodatkowych groszy!