platforma blogowa portalu nowa trybuna opolska

Pracusie i dziecioroby

Kilka dni temu prasa ekonomiczna opublikowała smutne wyniki badań, z których wynika, że większość Polaków jest za tym, aby do firm prywatnych posyłać więcej kontroli. Dlaczego moim zdaniem te wyniki są smutne, żeby nie powiedzieć: zatrważające? Bo pokazują, że w Polsce prywatnego przedsiębiorcę nadal traktuje się jak cwaniaka, oszusta, chciwca, złodzieja, niegodziwca.
W tych badaniach, gdyby je dobrze psychologicznie opukać, zazdrość do tych, którzy mają nieco więcej, miesza się ze magnacką pogardą do tych, którzy ciężko pracują na swoim.
Echo tej pogardy odbiło się ostatnio w słowach samego profesora Bartoszewskiego, tej ikony polskich inteligentów, do której się trzeba modlić bez względu na to, co powie – i jak bardzo szybko i niewyraźnie. Otóż podczas napuszonej inauguracji komitetu poparcia dla prezydenckiej kandydatury Bronisława Komorowskiego, zacny profesor oświadczył, że on woli ojca pięciorga dzieci od hodowcy zwierząt futerkowych.
Tym ojcem pięciorga jest rzecz jasna Komorowski, zaś hodowcą futrzaków – Jarosław Kaczyński. Bo ma tam w domu jakieś koty.
Naprawdę nie wiem, skąd to lekceważenie dla tych, którzy hodują zwierzęta na futra. To przecież o wiele trudniejsze niż robienie dzieci. No i o wiele mniej przyjemne, jeśli brać pod uwagę tylko startowy moment procesu ojcostwa.
Przecież taki hodowca nutrii, norek, lisów czy szynszyli tyra niczym górnik na przodku. Wstaje skoro świt, ćwiartuje surowe mięso, roznosi je po klatkach. Potem urząd skarbowy, ZUS, weterynarz, telefony do odbiorców, rejestracja furgonu, naprawa poideł, odpisywanie na pogróżki ekologów… I milion bieżących spraw, jakie niesie ze sobą prowadzenie małego biznesu. Bo duży biznesmen otoczony jest  całą chmarą asystentek, sekretarek, doradców, konsultantów… Mały zaś otoczony jest obowiązkami i troskami.
Gdyby pan profesor myślał wolniej niż mówi, z pewnością doszedłby do wniosku, że takie dowcipasy ze small biznesu futrzanego są nie na miejscu na salonach partii, która rzekomo wspiera kapitalizm.
A ja powiem jeszcze i to, że bardzo lubię kiełbasę z nutrii.

Komentarze (189) do “Pracusie i dziecioroby”

  1. pawel napisał(a):

    …nie jest tez ojcem nikogo i niczego…i mam nadzieje ze niedlugo zniknie.Nie zrobil nic a czego sie tkna bylo kompromitacja.Szczul ludzi na siebie stworzyl koalicje z…??? i trambi /i jego szczekacze/ o bogu honorze i ojczyznie, patryjotyzmie ,powstaniu warszawskim ,styczniowym, letnim i zimowym i hgw jakim jeszcze…ogolnie o wartosciach ktore nie sa nam bliskie…piekny syf !!!

  2. ro napisał(a):

    [...] a potem, w drugiej turze, niestety, na Komorowskiego. Osobowościowo mi nie pasuje, robiłem z nim wywiad, fatalne wrażenie. Nie słucha pytań, zagęguje je wręcz swym wodolejstwem, jest podejrzliwy… itd.

  3. limba napisał(a):

    Ale o co chodzi??? Co za bełkot. Gdzie związek?

  4. ro napisał(a):

    Zainteresowany wie, o co chodzi. To nie jest zwykłe forum, jakich w Necie na pęczki. Chcesz rozumieć? Musisz tu bywać, a nie wpadać, by zapytać którędy droga.

  5. ro napisał(a):

    Gdyby nie dramatyzm sytuacji, byłoby to nawet zabawne:
    “Wezbrana Wisła w nocy wtorku na środę przerwała w Krakowie wał przeciwpowodziowy. Zalana została ul. Nowohucka, kilka firm, ogródki działkowe i… Wojewódzka Baza Przeciwpowodziowa”.

  6. limba napisał(a):

    To jakieś forum elitarne? A, skoro tak to przepraszam, już mnie tu nie ma. Nie należę do elity, która zrozumiała o co chodzi w tym tekście rozjechanym od Bałtyku po Tatry. A swoja droga jak liczna ta elita :) ?

  7. pawel napisał(a):

    limba: to zadne elitarne forum to faktycznie belkot ludzi z jednej organizacji ktorej mazy sie ten wielki/maly kraj od Baltyku nie po Tatry a po morze Czarne.

  8. gorniak napisał(a):

    Hej, Limbo! Nie uciekaj, proszę. Ro wypominał mi w ten sposób, że w drugiej turze chcę głosować na PO, mimo że mnie irytuje ich kandydat.
    Taka aluzja. I ja ją poniał:))))To był cytat z jednego z moich wpisów.
    Bawcie się tu dobrze, ja znikam na dwa dni.

  9. kaczor napisał(a):

    ?Niesamowita inwencja twórcza pana redaktora wręcz powala.Jak trafne wnioski potrafi pismak wyciągnąć z wypowiedzi bądż co bądż profesora. Studencina ,było nie było magister opolskiej WSP MIENIĄCY SIĘ SZTANDAROWYM REDAKTOREM

  10. Adrianna napisał(a):

    Jeżeli chodzi o małe ,prywatne firmy a ogromne biznesy to wiadomo,że różnica jest kolosalna biorac pod uwagę urobionego po pachy małego przeciębiorcę a wielkiego ,pachnącego i pod krawatem Pana Prezesa.Który dotkliwiej odczuje wszelkie kontrole i nagabywania?Natomiast nie mam nic przeciwko wprowadzeniu kas fiskalnych do prywatnych gabinetów lekarskich!To towarzystwo już się tak rozpanoszyło ,że momentami mam wrażenie iż gabinet lekarski staje się punktem szybkiej i nieskutecznej usługi .

  11. ro napisał(a):

    Nie nauka, lecz chęć skora
    Zrobią ze mnie profesora.
    :)

  12. Szopq napisał(a):

    Forumowicz Kaczor mocno styrał moje dyrdymały o niszowości. Pewno wszystko na rzecz bezpieczeństwa posady Szeryfa :)
    .
    Pawle, czy ten skrót w Twoim pierwszym poście, ‘hgw’, oznacza inicjały płezydent Wałszawy? Następnym razem napisz “Bufetowa”, wtedy każdy zajarzy.

  13. Szopq napisał(a):

    Ro, najpierw musiałbyś wziąć udział w powstaniu. I to tak, żeby nikt Cię tam nie widział. Na razie jesteś zwykłym “wyjcem”.

  14. gorniak napisał(a):

    Do Kaczora:
    nie mienię się być kimkolwiek!!!!! Nie chcę być na sztandarach, tym bardziej, że wypisuję sobie tu i tam felietonowe dyrdymały, lecę luzem i prowokiem, która to poza nie dla wszystkich bywa zrozumiała. Naginam, przeginam, doginam, odginam… Nie puczę się i nie puszę. I już.
    Dziadzio UZi mnie zirytował swym gęganiem, to sobie skrobnąłem.
    A studenciną to chciałbym jeszcze być…. ech… bardzo, bardzo… Zaliczyłbym niebawem letnią sesję i luz do października.
    A co ma WSP do tego? Gdyby wtedy była Uniwerkiem, miałbym papier z Uniwerka. Mnie to loto!!!!
    Do Adrianny:
    Sluszność ma Pani!
    Ale ja i tak bardziej cenię tych małych włascicieli firm. Wielcy są albo z nadan politycznych, albo są pozostalościami PRL (był, był, był i się ostał na zasadzie: “My tiepier bizniesmieny”), albo z tzw. nowego worka prezesów koncernowych, czyli bandy ukrawaconych pajaców po kursach dla frajerów. A mały do wszystkiego własnymi ręcamyyyyy!!!!! Co do kas fiskalnych dla lekarzy – tak, tak, tak!!!

  15. ro napisał(a):

    Nie dość, żem wyjec, Szopqu drogi, to jeszcze muczacy :)

  16. ro napisał(a):

    Adrianno (więc jednak żyjesz! :) , panie Zbyszku!
    Żadnych kas fiskalnych!!!
    Ani w gabinetach lekarskich, ani w sklepach, ani u Ani!
    Niech składkę na państwo płaci się od łba, łysego czy owłosionego – jednako.
    Przypominam panie Zbyszku, że w pierwszej turze chce Pan poprzeć JKM…

  17. koleś napisał(a):

    Siedziałem sobie, z głową opuszczoną i twarzą skrytą pod kapeluszem, przede mną talia kart obok talia kobiety a nade mną niebo gwiaździste, jakby ktoś sufit ukradł a moralność w wodzie, lejącej się zewsząd utonęła.
    A tu jakiś pawel wrzeszczy, że krzyczy.
    No fajnie, a ciszej Waść potrafisz, bo głowa boli i wstać będzie trzeba?
    Ja też nie przepadam za Michnikiem i co z tego?

  18. pawel napisał(a):

    koles: talia taka i taka ? starszny gniot…dalej styl marny? zero poprawy u ciebie i u kolegow z organizacji.

  19. Szopq napisał(a):

    Paweł, obornik składa się z odchodów zwierzęcych, tj. kału i moczu, oraz ze ściółki. W oborniku znajduje się przeciętnie 25% suchej masy, a zawartość składników pokarmowych w świeżej masie wynosi 0,5 azotu (N), 0,25% fosforu (PO5) i 0,6 potasu (K2 O). Jednakże skład chemiczny obornika może ulegać dużym zmianom, w zależności od gatunku zwierząt, ich wieku oraz od sposobu żywienia i jakości skarmianej paszy, a także od stanu zwierzęcia (zła czy dobra kondycja) i od ilości stosowanej ściółki

  20. pawel napisał(a):

    limba jezeli tu jestes to widzisz jak to elita.do zobaczenia nad Odra okolo 13 tej

  21. ToFi napisał(a):

    A ja zagłosuję na ojca sześciorga dzieci, który wykonał kawał ciężkiej i odpowiedzialnej roboty za siebie, za pana redaktora i jeszcze za jakiegoś jednego bezdzietnego łże-liberała… ;-)

  22. koleś napisał(a):

    Jesteśmy przecież jedną wielką rodziną… patologiczną. ;)

  23. koleś napisał(a):

    A tak przy okazji, by the way i w ogóle freundschaft nad geszeftami, to o jaką organizację temu pawlowi chodziło?

  24. ro napisał(a):

    A “Bufetowa”!

  25. Adrianna napisał(a):

    Witam ro i pozdrawiam bardzo serdecznie!

  26. ro napisał(a):

    I ja Cię pozdrawiam z zalanego (niestety dosłownie) Kędzierzyna-Koźla.

  27. Lodka napisał(a):

    Po raz kolejny spotykam się z tytułowaniem p. Bartoszewskiego profesorem. Skąd to się wzięło ?. P. Bartoszewski nie jest profesorem, jest co najwyżej doktorem honoris causa a to wiadomo nie jest to samo. P. Bartoszewski jest natomiast członkiem, prezesem, przewodniczącym, wice…itd. co najmniej kilkudziesięciu stowarzyszeń, komitetów, fundacji itp. A jeśli chodzi o słynnego “więźnia Oświęcimia” to jego pobyt w Auschwitz ograniczył się do kilku miesięcy bo został wypuszczony przez Niemców na wolność. Wielu innych Polaków siedziało w obozie Auschwitz o wiele dłużej a ich się tak nie gloryfikuje. Nic dziwnego, że p. Bartoszewski tak “czczony” przez tzw. elity uznał, że wolno mu publicznie obrażać innych i zrobił to nie po raz pierwszy.

  28. ro napisał(a):

    Jest taka możliwość, zwłaszcza w polskiej tytułomanii (ale nie tylko!), że ktoś, kogo poproszono o cykl wykładów na wyższej uczelni, bywa tytułowany profesorem. Przywlokło się to za Atlantyku, gdzie takich profesorów (na przykład astrologii, magii, czy regulowania gaźnika w chevrolecie z 1955 roku) jest na pęczki. W zasadzie taki “profesor” nie musi umieć pisać ani czytać – wystarczy, że mu dadzą angaż i przemawia do studentów.
    Ale z Auschwitz to już bym mimo wszystko nie kpił. Próbuję sobie wyobrazić i wychodzi mi, że nawet jeden dzień był tam wystarczającą traumą, nieporównywalną z naszymi doświadczeniami. Co oczywiście nie “umniejsza” dzisiejszych “zasług” tego pana.

    Tak nawiasem, o drugim zasłużonym “łazienkowym” jest książka “Pan Andrzej”. Też skrzeczy z niej rzeczywistość.
    Ale kto z nas jest ideałem?!

  29. Adrianna napisał(a):

    Podczas powodzi w 1997r. zalało w Kędzierzynie- Koźlu moja rodzinę i są to jedne z najbardziej traumatycznych wspomnień.Mam nadzieję,że nie jesteś zagrożony.Jeżeli chodzi o mają dłuższą nieobecność to przyznam się ,że śledzę często wpisy jednak równie często nie jestem zorientowana w tematyce. Nie będę przecież wiecznie przesiadywała w googlach! ha ha, bo taka ze mnie czasem tępa główka!!!!

  30. ro napisał(a):

    Nie. Jestem dość daleko (i wysoko) od lustra Odry. Kłodnicę mam bliżej, ale też mi nie zagraża.

    Zagraża nam: Tobie, mnie, panu Zbyszkowi, Kolesiowi, Szopqowi inna powódź, którą znakomity odsetek rodaków upiera się, żeby na nas sprowadzić…
    Znalezione w Internecie:
    [...]
    Grażyna Gęsicka: Oczywiście. W sierpniu 2007 roku rząd Jarosława Kaczyńskiego przygotował listę strategicznych inwestycji, które miały być finansowane ze środków unijnych. Umieściliśmy na niej wiele projektów przeciwpowodziowych, w tym projekt dla środkowej Wisły o wartości 200 mln euro. Chroniłby on tereny z obszaru pięciu województw. Przewidywaliśmy obwałowywanie od Koszyc do Płocka, jego umocnienie i naprawę. Była też zaplanowana naprawa zbiornika na Nysie Kłodzkiej, który co prawda jeszcze funkcjonuje, ale dno mu się rozchodzi. Jeśli to się stanie -kilkumetrowa fala wody zaleje Nysę.
    K.B.: Co się stało z tymi projektami?
    G.G.: Zostały skreślone przez rząd PO. Była to jedna z pierwszych decyzji, którą nowa minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska podjęła po objęciu stanowiska. Bez wahania odrzuciła wszystkie projekty przeciwpowodziowe dla województwa podkarpackiego w tym budowę istotnego dla zarządzania przeciwpowodziowego zbiornika Kąty-Myscowa na Wisłoce. Nie jestem specjalistką od powodzi. Wiem tylko, że stale wylewa Wisła i Wisłoka. Gdyby te projekty zostały przyjęte, powodzi na pewno nie udałoby się zapobiec, ale skutki katastrofy byłyby o wiele mniej bolesne.
    K.B.: Dlaczego te projekty zostały skreślone?
    G.G.: To jest pytanie, które wszyscy sobie zadają i na które nie sposób odpowiedzieć. Może jest to w ogóle kwestia różnicy w podejściu do rządzenia. My uznaliśmy, że skoro mamy od Unii ogromne środki, które w inny sposób nie byłyby osiągalne, to trzeba użyć je na projekty niezbędne dla bezpieczeństwa publicznego, w tym na zabezpieczenie przeciwpowodziowe, zbiorniki retencyjne i tym podobne. Rząd właśnie od tego jest. Musi zabezpieczać potrzeby społeczne. Pani minister Bieńkowska rozumie to chyba inaczej. My, uznając te projekty za strategiczne, chcieliśmy realizować je bez konkursów. Elżbieta Bieńkowska wszystkie pieniądze chciałaby dzielić w trybie konkursu, bo to znakomicie usprawiedliwia urzędnika. A przecież to rząd dysponuje pieniędzmi i odpowiada za bezpieczeństwo ludzi.
    K.B.: A może te konkursy były jednak konieczne?
    G.G.: Jak pani sobie to wyobraża? Czy przeprowadzić konkurs na to, gdzie postawić zbiornik, a gdzie nie? Byłby to konkurs na to, jakie tereny będą zalane, a jakie nie. To niehumanitarne. Podobnie nierozsądne byłyby konkursy na to, które autostrady budować, które lotniska. To rząd musi określić strategię transportową państwa, a jeżeli władze samorządowe chcą zbudować własne drogi czy lotniska, muszą same znaleźć środki.
    K.B.: A może projekty nie były odpowiednio przygotowane?
    G.G.: Tego właśnie pretekstu użyła minister Bieńkowska, wykreślając je z listy 1 lutego 2008 r. Przyjmijmy, że nawet tak było. Co w takim wypadku powinien zrobić rząd? Zrezygnować z budowy instalacji przeciwpowodziowych czy opracować dokumentację i zrealizować projekty? Przedstawiciele rządu mówią, że przygotowanie takiego projektu trwa ok. 2 lat. Gdyby więc projekty realizowano, właśnie teraz byłyby gotowe do prac technicznych.
    K.B.: Ostatnio jednak przywrócono jakiś projekt dotyczący regulacji Wisłoki.
    G.G.: Tak, dotyczący pierwszego etapu tej regulacji, wart 20 mln euro. Skreślono zaś środki na inwestycje chroniące przed powodziami na Podkarpaciu warte ok. 400 mln euro, w tym zbiornik Kąty-Myscowa. Na drugi dzień po tych decyzjach, mój były zastępca Władysław Ortyl (obecnie senator PiS) zwołał konferencję prasową, na której ostrzegał przed skutkami zaniechań inwestycji w przypadku powodzi. I właśnie dzisiaj, niemal dokładnie w rok później, doświadczamy jej na własnej skórze.

    Przypomnę, że archetypem państw była regulacja rzek, jako ochrona przed powodzią ludzi zamieszkujących nad ich brzegami i ich dobytku. Nie jakieś tam organizowanie obrony przed najeźdźcami – ochrona przed powodzią!

    A ze skromnością też nie warto przesadzać :)

  31. Zuraw napisał(a):

    Jak to jakiej organizacji? Wywrotowej, pragnącej zatrzymać POstęp, podważyć niepodważalne i przywrócić czarnosecinną reakcję i ciemnogród.
    Zdaje się że to w barze u Mola któryś z przechodniów rzucił, że my wszyscy to jedna osoba. Był widać antypijany, skoro kilka osób widział jako jedną, chyba po litrze spirytusu zacząłby widzieć pojedynczo :-)

  32. ro napisał(a):

    I palenie czarownic!
    Będę się drogi Żurawiu upierał przy powrocie stosów pod hasłem:
    “Stos w każdej gminie – trzeba czy nie”.
    -
    Niech płoną stosy na sianokosy,
    W ramach dysputy hiszpańskie buty,
    Bawmy się społem w łamanie kołem,
    Popatrzcie dzieci jako kat świeci.

  33. Catz napisał(a):

    Ja pracowałem pół roku w firmie, w której łamano prawo pracy, oraz parę innych przepisów. Dzięki temu, dla mnie każdy przedsiębiorca z tej branży, lub o podobnej wielkości przedsiębiorstwa, jest lekko podejrzany. Dlatego kontrole te powinny być prowadzone i być jak najmniej uciążliwe i jak najbardziej skuteczne.

    Co do wypowiedzi Pana Bartoszewskiego, to ma on prawo do swojego zdania, a skoro wypowiedział się publicznie, to każdy Polak może go sobie ocenić. Czy dziennikarze i inni Autorytetowie Narodowi powinni się wypowiadać o takiej błahostce? Chyba nie warto.

  34. limba napisał(a):

    Tak na pożegnanie. Redaktor szyje jakiś karkołomny związek pomiędzy wypowiedzią Władysława Bartoszewskiego na temat preferencji wyborczych profesora, a jego brakiem szacunku dla drobnych przedsiębiorców. Miało być śmiesznie? Intrygująco? Wyszło po prostu słabo żeby nie powiedzieć żałośnie. Następnie “lodka” z delikatnością równą tej, jaka cechuje bojówki pewnego radia pisze że kilka miesięcy w Oświęcimiu to pikuś. Dowiedziałam się także że i “lodka” i “ro” daleko bardziej zasługują na tytuły. I to nie te amerykańskie, gdzie jak wiadomo nauka na najniższym światowym poziomie, ale NASZE, POLSKIE, PRAWDZIWE, NARODOWE! Brakuje mi tu jeszcze “Nie będzie Niemiec…” i “Żydzi na Madagaskar”

  35. koleś napisał(a):

    Tak sobie myślę, źe wysyła się jednego prowokatora, który pisze bzdury a potem wysyła takiego, który owe bzdury zwalcza zażarcie i oczywiście gratis, z miłości do prawdy na przykład albo w ogóle tak, że łza w oku a kij również!
    —————–
    limby nie będzie drażnił język pawla (bo on swój?), ale będzie drażnił ro, którego niemalże oskarża się o to, o co zawsze się oskrarża odkrywając “odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”.
    ——————-
    Nudne jak flaki z olejem! “Swoi”, “obcy” – i jak zawsze (ro – doświadczasz to na własnej skórze) obrywasz (odwrócona tym razem reguła Murphego) nie za tekst o wzmacnianiu wałów przeciwpowodziowych, czyli za kaczkę z jabłkiem, ale za ziemniaki, czyli próbowałeś “wyprostować” trochę jakąś osóbkę z tekstem jaki można wyczytać w komentarzach do komentarzy Gazety Wyborczej, a oberwałeś jakbyś sam ogłosił się następcą Dmowskiego tudzież nosił koszulkę z reklamą getta ławkowego.
    ——–
    Poważnie zaś mi się zdaje, że “rzucono” tego i owego jak również ową na “odcinek”.
    Myślę, że ktoś doszedł do wniosku, by zastosować metodę mieszaną – od płytkich obelg po głębsze działanie na zmysły – zresztą – co ja tu tłumaczę alfabet… he he
    —————
    Zagadywaczy i zmieniaczy tematów ci u nas dostatek, ale i tych przyjmujemy, jako znak przyszłego zwycięstwa i… chłopaki! tudzież nieprzypadkowo sfrunięte dziewczyny… po raz pierwszy od wielu dni słońce wyjrzało zza chmur!

  36. ro napisał(a):

    Masz na myśli Tuska w Sandomierzu?

  37. gdziepole.pl napisał(a):

    Polecam blog Marka Migalskiego – Dajmy się nacieszyć Bronkowi władzą! Jak przegra co powie w domu? Że nic nie zrobił? Nikogo nie widział? Ludzie niech się cieszy chłopak ile może! Na starość dziecią będzie pokazywał obrazek: ” Patrzcie to ja z prezydentem Jarosławem Kaczyńskim” :)

  38. Zuraw napisał(a):

    Ro, chodź wyskoczymy gdzieś w nocy i spalimy sobie jakąś czarownicę.

  39. koleś napisał(a):

    Chciałbym zapoznać się z Raportem o Stanie Państwa.
    Jest zupełnie rybka, kto to zrobi.
    Ale ten kto to zrobi, być może (ale tylko być może) okaże się dobrym gospodarzem.
    Ten, który tego nie zrobi, dobrym gospodarzem nie będzie, ale może (tylko być może) okaże się niezłym złodziejem.

  40. ro napisał(a):

    Lubię Marka Migalskieg, szanowny Gdziepole.pl. Jego optymizm jest zaraźliwy.
    Na chwilę…

  41. ro napisał(a):

    Żurawiu drogi! We dwóch jedną?! :)

  42. ro napisał(a):

    Widzę Koleś, że koniecznie chcesz się pozbyć resztek dobrego samopoczucia. ;)
    To z powodu tego wulkanu, którego nazwy podobno nie da się wypowiedziać?

  43. koleś napisał(a):

    Nie, to z powodu próby pomiaru grubości skorupy nad lawą w znanym zwrocie “nasz naród jak lawa”…
    Bo wyobraź sobie stale w tej skorupie trafiam na beton! 8)

  44. Szopq napisał(a):

    Widzę, że goryczka Ro jest bardziej zaraźliwa, niż optymizm Migalskiego (którego nie lubię).

  45. Zuraw napisał(a):

    To spalmy po dwie na łebka :-D

  46. ro napisał(a):

    To rozumiem! :)

  47. ro napisał(a):

    Tak nawiasem, ten islandzki wulkan doczekał się już polskiej nazwy. Całej nie wypowiem, bo nie! Ale brzmi ona mniej wiecej tak:
    Eja(…)wamdampolatać. :)

  48. ro napisał(a):

    Nie lubisz Szopqu drogi inteligentnych zwolenników PiS? Nie lubisz konkurencji?… :)

  49. koleś napisał(a):

    “Ja Wam wójta nie wybierałem”…
    Ale dobrze by było znać zakres obowiązków wójta, starosty, prezydenta czy wojewody – jeżeli jedzie się na tereny dotknięte klęską żywiołową.
    Widać Premier nie zna.

    Ale dobrze by było ugryźć się w język zanim zabierze się za pouczanie ludzi, których spotkało nieszczęście…
    Widać Premier dosyć się nagryzł i czasem mu puszcza paszczałka.
    Byłoby dobrze też, gdybyśmy jednak naprawdę zrozumieli, że żaden człowiek, a już polityk w szczególności, nie ma wypisane na czole czy jest draniem, czy też nim nie jest a w związku z tym trzeba nauczyć się zdobywać wiadomości o nich z tego co i jak mówią oraz… o czym nie mówią.
    Widać jednak mamy ważniejsze sprawy na głowie niż nasze życie – ale cóż…
    Ludzi, którzy przeżyli własny wypadek samochodowy i opowiadają o życiu na wózku inwalidzkim słuchamy niechętnie. Nam to się nie może przytrafić a lepszych dróg i tak się nie doczekamy, prawda? Marudźmy, cierpmy, narzekajmy – najważniejsze – ABYŚMY NICZEGO NIE WYMAGALI!
    ———————
    Pisałem wcześniej o niefrasobliwości Komorowskiego i teraz wychodzi, iż człowiek ten jest specjalistą w dwóch dziedzinach: przemykania się w górę po stopniach kariery oraz osiągania przed kamerami TV takiego stanu umysłowego, który znajdujemy w dowcipach o blondynkach i milicjantach.
    Jeżeli ktoś zaś uważa, że ja obrażam tego człowieka, to odpowiadam:
    Kochany! Ja może Tobie życie ratuję! Boś szybko zapomniał, iż człowiek ten (w żartach oczywiście, prawda ro?) puszył się (ach, skąd my to znamy?), że polski pilot to taki facet, który na wrotach od stodoły pofrunie jak trzeba.
    Polska grzeczność nasza – o której niżej – zabrania mu to wypominać ze względu (uwaga!) na niedawną katastrofę lotniczą!
    I rzeczywiście, czyż nie dość tej ironii losu?
    Piloci nam z nieba spadli, gdy wracali z konferencji nt. BEZPIECZEŃSTWA LOTÓW!
    A niedawno, jakby wczoraj, znowu…
    A teraz… powódź. I Sztab Przeciwpowodziowy… zalało!
    Ludzie cierpią, osiem osób straciło życie!
    Domy zostały zalane, często po dach.
    Żywioł, tak?
    I już mamy alibi?
    “Ja Wam wójta nie wybierałem”… To po coś pan przyjechał? Twarz zatroskaną pokazać?
    I piszę to, bo już nie wiem jakich słów użyć, by to wreszcie przebiło się do głów – że “nie ma zmiłuj się” jeśli chodzi o wymagania dotyczące polityków!
    Niczym jest ewentualny “przekręt” pana Rycha czy Zdzicha wobec niefrasobliwości polityków w sprawach życia ludzkiego – bo “przekręt” jest niczym wrzód – to tylko “odprysk” choroby!
    Główną chorobą polską jest tzw. “polska grzeczność” dostrzegana szczególnie przez obcokrajowców (nie przez nas! mało kto, siedząc w zatęchłym pomieszczeniu krzywi nos – nos krzywi ten, który z zewnątrz przychodzi!) – owa grzeczność polega na nieumiejętności powiedzenia słów krytyki koledze, znajomemu, przyjacielowi, przełożonemu… to takie mówienie “pod kogoś”, mówienie tego, co nam się wydaje, że ów chciałby usłyszeć – Za to – później – po wyjściu z zebrania, spotkania, narady, od znajomych itd. – krytyka leci i to ta najszczersza – tylko – bez znaczenia dla sprawy!
    —————
    Ja nie pcham się do władzy – bo realnie oceniam moją wiedzę i moje umiejętności – I CHARAKTER! – sprowadziłbym nieszczęście na innych i siebie!
    Napiszę więc, że jestem po przeciwległej stronie niejakiego Komorowskiego – który jest niedojdą polityczną (on może być fajnym prywatnie facetem! kapitalnym ojcem czy mężem – kumplem z którym konie można kraś – oczywiście !) i powinien natychmiast odejść zanim narobi nieszczęścia przez niedołęstwo i tępotę niefrasobliwości!
    A Tusk?
    Powiem tak: czerwone światełko zapaliło mi się, gdy nie zareagował na Bartoszewskiego i na Wajdę (bo źródło zapalne wojny domowej mamy wpisaną w konstytucję – ale znów – nieszczęście musi się wydarzyć, aby zrozumiano, że koleś ma rację!? Samoloty Z TYLOMA Prominentami też podobno nigdy nie spadały – a nam spadły! Też żadnych wniosków?)
    i widzę, że warto obejrzeć sobie jeszcze raz film pt. “Obywatel Kane”.

  50. ro napisał(a):

    Co do Tuska – nie mam najmniejszych wątpliwości, że scenariusz sponanicznych wystąpień panów Bartoszewskiego i Wajdy był z nim uzgadniany, a w każdym razie miał błogosławieństwo.
    -
    Kolejny raz zaskoczyła mnie Monika Olejnik:
    -Zawsze kiedy mam wybór: hodowcę kotka, albo myśliwego, to ja wybieram hodowcę kotka, pomimo że jestem psiarą.
    Ja bym tam z tym panem koni nie poszedł kraść – nie chciałbym zostać przez pomyłkę postrzelony.
    -
    A dziwisz się “polskiej grzeczności”? Jak tylko skrytykujesz w oczy, to stajesz się wrogiem od razu. A tak – trochę później.
    -
    Na drzwiach stodoły… Jak na razie to leciał samolotem wydzielanym z łaski przez rząd, ale w me(r)diach furt słyszę, że samolot był prezydencki.
    -
    Nieszczerość słyszę w każdym słowie Tuska, widzę w każdym geście i nadziwić się nie mogę, że są ludzie, i to w takiej liczbie, którzy go kupują. Z tego człowieka aż kapie niechęć do ludzkich gestów. Są tacy – dziwisz się potem, że ci taki podał rękę.

  51. ro napisał(a):

    No proszę!
    Na 10 stronie “Rzepy” Komorowski sięga po milion głosów. Cena? Zamiana dubeltówki na aparat fotograficzny.
    Zające i sarny skaczą z radości. (Tamte zastrzelone też?)

  52. Zuraw napisał(a):

    Powstanie zatem sieć klubów Anonimowych Myśliwych.
    Będą uczyć się myśleć, choć to przeważnie za późno….

  53. koleś napisał(a):

    Panowie… też lubię sarny. Najbardziej te, które w stadku przed autem przebiegną oraz tę, jedną najczęściej, która się spóźnia. Lubię też zające i króliki, wałęsające się po lesie zdziczałe koty czy psy, którym udało się przegryźć smycz, tę na której znudzony czy rozdrażniony właściciel je uwiązał…
    Nie jestem myśliwym.
    Byłem na spotkaniach z myśliwymi.
    I lubię ich “Opowieści pod psem (a nawet pod dwoma)”.
    Myśliwi strzelają.
    Ale to chyba nie oni wpadli na pomysł sprzedaży C02?
    Ale umieją strzelać?
    I broń umieją czyścić.
    I poruszać się w lesie na trzeźwo i po pijaku.
    Fakt – czasem któryś koledze nogę odstrzeli ze sztucera.
    Ale samochody zabijają też dzieci – a do kierowców pretensje jakoś mniejsze.
    Myśliwi są niepotrzebni?
    No to ja sobie kładę widelec na stolik nocny przecież, prawda?
    Niedługo jajecznicy się nie zje bez gryzących wyrzutów sumienia!

  54. koleś napisał(a):

    Lubię ochronę przyrody.
    Ale nie lubię faceta czy kobitki, którzy mają do mnie pretensje, że zużywam 5 litrów wody więcej bo coś tam coś tam, a nie interesuje ich owa kochana, drobna fabryczka, która zrzuca 40 tys. litrów brudów dziennie z tendencją wzrostową.
    Na szczęście – nie interesuje.
    Bo wtedy fabryczka zmieniłaby profil produkcji a oczyszczalnia ścieków przestałaby “umieć” te nowe ścieki neutralizować…
    Lubię ochronę przyrody.
    Lubię ochronę przemysłu.
    Najbardziej zaś lubię ochronę rozumu.

  55. grenadier napisał(a):

    Ochrona przyrody tak, ochraniacze nie…
    Piwo ta, wypaczenia nie… ;)

  56. koleś napisał(a):

    O Matko!
    Wywabić Grenadiera na forum – bezcenne! :D

  57. ro napisał(a):

    Potrzebę zabijania rozumiem. Zarówno potrzebę zabicia z (szeroko rozumianego) głodu, jak i potrzebę zabicia zbrodniarza.
    Nie toleruję zabijania dla rozrywki. A w szczególności nie cierpię całej tej otoczki: tych przyśpiewek, tego nazewnictwa, tego “Świętego Hubertusa”. I dorabiania ideolo, że to dla dobra zwierząt.
    Jeśli pan Komorowski nie będzie miał co jeść i wtedy pójdzie zapolować, chętnie mu pomogę…

    Taka scena sprzed – ja wiem? czterdziestu, może trzydziestu pięciu lat: siedzi facet na brzegu rzeki, aż trzęsą mu się ręce, bo co chwilę wyciąga rybę, leży tych ryb ze dwadzieścia albo i więcej, podchodzi drugi facet:
    -Pan tak z głodu, czy z głupoty?…
    Ja jestem ten drugi facet.

  58. koleś napisał(a):

    2010 – 35 = 1975 – mogło być z niedostatku
    2010 – 40 = 1970 – mogło być z niedostatku
    Nieprawdopodobne? TV o tym nie nadawało? Prasa nie pisała?
    Węgorz był na Wybrzeżu drugą walutą. Dostać wędzonego to graniczyło z cudem (o wydatku nie mówiąc).
    Rybacy w [...] za pół litra oddawali piękne ryby.
    A w sklepie rybnym były jakieś puszki, paprykarz szczeciński i halibut czy inny morszczuk – najwięcej zaś było smrodu i prosektoryjnych kafli na ścianach!

  59. ro napisał(a):

    Mogło. Ale po reakcji widziałem, że nie było:
    -Ja je zaraz wszystkie wypuszczę.
    -To po co pan je łowi?
    -Bo tak fajnie biorą…
    Oczywiście nie ma zawodów wędkarskich, albo całodziennych wypraw na ryby, podczas których jedną czy dwie ryby się zjada, a resztę wyrzuca i do domu przynosi wypatroszonego sandacza kupionego w hipermarkecie (“bo kto by się tam z tym babrał).
    Na polowania też chodzą sami biedni myśliwi (sprzęt wypożyczają w “Praktycznej Pani”).

  60. Zuraw napisał(a):

    A mi tam myślistwo właściwie to wisi. Że dla przyjemności? Ale oni zjedzą to co upolują. Więc czym się to różni od kupna w mięsnym karczku czy schabu, gdzie przecież też ktoś zabił jakąś świnię tylko po to, żeby późniejszy nabywca chabaniny miał większą przyjemność niż przy jedzeniu placków ziemniaczanych. A grill dla znajomych? Przecież jemy wtedy ze dwa – trzy razy tyle mięcha, niż zjedlibyśmy na zwykłą kolacją.
    A co do emisji CO2, to być może nie masz Koleś racji. Bardzo wiele takich rzeczy wylęgło się na polowaniach. Z tym że niewiele miało to wspólnego ze strzelaniem do kaczek czy dzików. Po prostu scenerią był jakiś elitarny klub; równie dobrze mogło to powstać na zamkniętej imprezie golfowej czy partii bilarda w stosownym towarzystwie.
    Koleś, nawet jakbyś został członkiem PZŁ i nabrał pełnych uprawnień myśliwego, to na TE polowania byś nie jeździł.
    Aha, ani poluję, ani wędkuję, ale schabowego to mogę jeść codziennie :-)

  61. koleś napisał(a):

    Może jedyny sukces tego faceta w życiu…
    Żebyś nie myślał, że sobie kpię.
    Inne czasy były. I to też nie jest kpina.
    I czasy Wielkiego Zabijania nie były aż tak odległe.

    1975 – 35 = 1940

  62. koleś napisał(a):

    Stawiam na golfa.
    Na polowaniu to zbyt łatwo o pomyłkę.

  63. Zuraw napisał(a):

    Koleś, właśnie dlatego że łatwo o pomyłkę. Chłopaki wiedzą, że nie wolno robić głupstw.
    Wtedy kiedy już siedzą za biurkami oczywiście.

    I z innej beczki – taka ciekawostka. Widać za bardzo zapatrzyli się w słupki
    http://fakty.interia.pl/polska/news/rmf-rcb-wiedzialo-o-zagrozeniu-nic-nie-zrobilo,1481425

  64. grenadier napisał(a):

    Czasem lubię zapolować, ale Opole to za małe miasto… :P

  65. koleś napisał(a):

    CZK to część większej całości.
    Informacje o dymisjach, odchodzeniu z wojska – są też częścią tej całości.
    ———–
    Ale Raportu o Stanie Państwa nie mogę się doczekać.
    Innymi słowy: jakaś Firma buduje mi DOM, ale jej szef nie ma zamiaru ani się rozliczyć, ani powiedzieć, dlaczego piwnica mi podcieka…
    Za to opieprzył sąsiada, że nie umie wójta wybrać!

  66. ro napisał(a):

    Żurawiu drogi, powtarzam to, co napisałem wczoraj czy przedwczoraj: archetypem państwa jako organizacji społeczeństwa była ochrona przed powodzią. Chodziło o to, żeby umieścić w górze rzeki taką wajchę, której pociągnięcie ochroni w razie czego tych, co w dole tej rzeki orzą, sieją i zbierają. Jeżeli państwo ze swej archetypicznej funkcji się nie wywiązuje, to państwem nie jest. I tyle.

    A w sprawach “strzelecko – mięsnych” powtarzam: z głodu tak, z głupoty – nie!

    Tak, Koleś, był czas wielkiego zabijania. Żołnierz musiał, zbrodniarz chciał!

  67. ro napisał(a):

    Chyba jakiś czast temu komentowałem sprawę tego “księdza z Przemyśla”
    http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/05/20/bezczelne-klamstwo-wajdy-i-%e2%80%9egazety-wyborczej%e2%80%9d/
    -
    Ciekawe – jeśli to prawda – jak długo “Władcom Umysłów” będą takie numery uchodziły na sucho?!

  68. ro napisał(a):

    A jest to prawda!!!
    Zadałem sobie trud, wszedłem na tę stronę (GW!), przeczytałem i wysłuchałem tej homilii.
    http://wyborcza.pl/1,86116,7899134,Ksiadz_nie_ten__ale_slowa_prawdziwe.html
    Każdy może posłuchać i przeczytać prawdę w wydaniu Wajdy i jego przyjaciół.

  69. ro napisał(a):

    Panie Zbyszku!
    To jest do Pana. W felietonie “Czy ja go zabiłem???” przywołał Pan tego księdza prałata.
    Proszę, niech Pan zrobi to, co ja: wysłucha tej homilii i powie, w którym miejscu ów purpurat powiedział to, co Pan napisał?
    W którym miejscu W OGÓLE powiedział coś niegodnego. Jeśli Pan znajdzie treści, które podaje Wajda, a które za nim powtarza redaktorka “Gazety Wyborczej” udając, że nie rozumie sensu kazania, to obiecuję, że już ani razu nie skrytykuję, tego na kogo będzie Pan głosował.

  70. Szopq napisał(a):

    Dobrze Ro, bardzo dobrze!! Niech choć jednego kazania w roku wysłucha a nie tylko fiu bździu.. :)
    .
    A za Migalskim nie przepadam, bo nie lubię kiedy polityk, naukowiec na siłę robi z siebie celebrytę (rany, co za ohydne słowo… Tfu!). Tym bardziej jeśli nie ma do tego odpowiedniej aparycji ani fizjonomii. Gość wygląda jak typowy kujonek, przedziałek na chłopka roztropka itd. Żeby miał choć taką welę jak Palikot, albo takie fikuśne kędziorki a la “Boski Żigolo”, z wtartą odżyweczką (zgadnijcie kto takie ma!)… O, i wtedy jest z czym szumieć! A Migaczowi nie byłoby do twarzy ani ze szlugą, ani z piersiówką, ani z dżointem (gdyby, wzorem prawdziwych celebrities, przyznał się do smażenia w młodości). Przypuszczam, że pewno nigdy nie palił. Niech się tedy zajmie poselstwem na europarlament a “celebrowanie” niech zostawi tym, którym do twarzy z trawką. Chyba że chce się przyłączyć do celebrujących mit zielonej wyspy na mapie Europy.

  71. ro napisał(a):

    Szopqu drogi, a gdzie Ty oglądasz tego Migalskiego-dodę?! Ja go widziałem w tv może trzy, może cztery razy raptem. Czytać owszem, dość często się daje, ale w tv?…

    Natomiast inny gwiazdor, filmu tym razem, poskarżył się, że grożą mu śmiercią. Ktoś porozlepiał jego nekrologi. Jeżeli nie jest to sprawka wyznawców Tuska, to przyznać muszę, że dowcip bardzo głupi. I szkodliwy.

  72. Szopq napisał(a):

    Na onecie, szanowny Ro. Też go na razie przeważnie czytam. Hołownię też kiedyś tylko czytałem.

  73. ro napisał(a):

    Hołownia? To chyba ktoś z jednego z przedsionków Salonu, ale takiego mniej oświeconego…

  74. Szopq napisał(a):

    Na odwrót – to moherowy zaścianek, ale taki bardziej oświecony…

  75. koleś napisał(a):

    Hołownia – człowiek Palikota, Panowie. “Ozon” był finansowany przez mistrza legalnego pędzenia.

  76. koleś napisał(a):

    Taki szybko i płynnie mówiący beztreściwiec. Propagator wiary dla niezdecydowanych. Akwizytor dusz zmęczonych ateizmem i ucieczka od archetypu babci chuścinnej a ja lubię chuścinne babcie a moherowy berecik na szpilce wpiąłbym sobie w klapę, gdybym nosił marynarkę ;) , bo mam dość osobników mających w pogardzie sporą część współplemieńców.
    —-
    Summa summarum: na mnie gość robiący fatalne wrażenie – bo nie lubię rozgadanej, wesolutkiej… przemykającej między wielkimi…pustki.

  77. koleś napisał(a):

    Widziane z daleka

    Tak sobie dzisiaj rano słuchałem wiadomości w TV i fala owych przyniosła i taką, że we Wrocławiu, w dzielnicy jednej, w miejscu, gdzie Odra wał przerwała i wdarła się w głąb miasta przed 13 laty – żadnych prac naprawczych nie przeprowadzono.
    Dopiero teraz na godziny przed kolejną wielką wodą mieszkańcy i strażacy budują, że hej aż dusza się raduje.
    13 lat – w miejscu przerwania wałów nie zrobiono nic.
    Tak myślę, że nadal nikt nie wie – kto miałby to zrobić?
    A już na pewno nikt nie wie, kto miałby za to zapłacić?
    Wrocław – przypominam – to miasto najnowocześniej zarządzane w Polsce. Tak głosi propaganda.
    Ze sztandarowym prezydentem Dutkiewiczem. (“a imię jego niech się świeci!”
    Tym samym, który do wielkiej polityki się przymierzał a do wielkiej wody już mniej.

    –Amen ale jeszcze PS będzie–

    Tak więc Panowie, Wy bliżej mojego kochanego Opola, możecie sami porównać obu włodarzy miejskich.
    Pamięta ktoś jeszcze, gdy proponowałem co tydzień pytać jakiegoś włodarza: „A co Pan zrobił w zeszłym tygodniu?” I jak mol mnie wyśmiał? A przecież szansa, że któryś dziennikarz zapyta o WAŁY PRZECIWPOWODZIOWE była spora, prawda?

  78. ro napisał(a):

    Pamiętam, jak radośnie rżało, gdy Jan Rokita starał się być politykiem poważnym. Pojawiło się Jan Maria, które jednak tak się osłuchało, że trzeba było – zanim nastapiła frankfurcka potrzeba, Władysława dodawać, by dobijać.
    Dziś właśnie przeczytałem (u Mazurka, a jakże), że Mariów na najwyższych szczeblach mamy urodzaj (i to w dodatku Maria Karol – prawda jak to brzmi?!). Ale idę o zakład, że nikt rżał nie będzie.
    -
    Natomiast – jako że do Polaków szczycących się tytułami arystokracji średniego i niższego szczebla szczególną abominację czuję, rad bym się dowiedzieć, za cóż to jedna z gałęzi rodu Korczaków (a przy okazji Nałęczów) zaszczyt ów otrzymała. Bowiem w tradycji polskich rodów między szlachtą i arystokracją szczebla pośredniego nie było. Na tytuł hrabiego można się było załapać tylko na sąsiednich dworach…

  79. ro napisał(a):

    Koleś, tak naprawdę, to wały przeciwpowodziowe są najgorszym rozwiązaniem z możliwych.

  80. koleś napisał(a):

    Sejm przed rozbiorami też nadał temu czy owemu tytuł hrabiowski, potomkowie ruskich i litewskich rodów też mieli prawo, POSŁOWIE RZPLTEJ do innych krajów mieli prawo posługiwać się tytułem hrabiowskim, by zrozumienie wzajemne ułatwić, więc jeśli któryś Komorowski był posłem to i tytuł mu się dostać mógł.
    Habsburgowie nadawali ten tytuł naszym – i daleko – nie wiązałbym tego ze zdradą od razu.
    ——
    ro… zacznij od Wikipedii.
    Pamiętaj też – że pisarze nasi i historycy też mają swoje poglądy polityczne i raczej trudno się od nich dowiedzieć, czy myśmy też przekupywali czy tylko piersią szlachetną i bez trucizny przez życie szli ojej!?

  81. koleś napisał(a):

    ro… wały… jo, w ten sposób to nie ma ani wałów a tylko przewały – czyli zwalanie jeden na drugiego a mieszkańcom bieda.
    “rozwiązanie najgorsze z możliwych” – a jakie jest dobre, co? Mówienie kolesiowi [ja to tak odebrałem! nawet jeżeli napiszesz, że nie miałeś takich intencji, to trudno, tak to odebrałem, bo to i prawda - że nieuk jest i przeciwpowodziowy analfabeta] o wałach, “które są najgorszym rozwiązaniem”, to utrącanie jakiegokolwiek pomysłu w zarodku, prawda?
    O to chodzi, czy jak?
    Byle siebie pokazać, że o!, ja ro!, ja wiem, że są lepsze pomysły!? Bo tak to odebrałem! Super! Ale gdzie ten pomysł, kochaneńki, co? ;)
    Najgorszym rozwiązaniem, ro JEST NIC-NIEROBIENIE!

  82. koleś napisał(a):

    Ktoś, kto chce cokolwiek zrobić, musi umieć głosy takie, postawy takie, działania takie – jak ro zaprezentował – obchodzić, neutralizować, zwalczać nawet jeśli trzeba – bo to są głosy, które każdą inicjatywę rozwalą -ludzie się obrażą i rozejdą.
    Taki i tylko taki ma wydźwięk głosu ro w jakiejkolwiek dyskusji.
    Nie wiem jakie ro ma intencje – ja znam (od dzieciaka!) jej skutki.

  83. ro napisał(a):

    Nie wiem jak odebrałeś – może ja mam narząd współczulny przytępiony, może Ty odczulny przewrażliwiony?
    Piszę tu różne rzeczy, nie każda wzbudza zainteresowanie (ot, chociażby wczorajsze…).
    A od wałów przeciwpowodziowych jest jedno (pomyliłem się) gorsze rozwiązanie: uszczelnianie drzwi i okien.
    Paradoksalnie: “nic-nierobienie” nie jest rozwiązaniem aż tak bardzo złym. Trochę lepszym jest nieregulowanie rzek i pozostawienie terenów zalewowych kaczkom i… świadomym desperatom. Od których nie pobiera się podatku gruntowego, ale którym pomaga się ewakuować, dopiero jeżeli poproszą. A jeszcze trochę lepszym rozwiązaniem jest budowanie zbiorników awaryjnych – nie retencyjnych, sztucznych jezior jak Nysa czy Otmuchów, w których w czasie zwiększonych opadów nie da się gromadzić wody. Pustych – a dopiero w czasie powodzi napełnianych. I po powodzi natychmiast opróżnianych!
    Wały – jak słusznie zauważyłeś, służą do robienia w wała, czyli dawania poczucia bezpieczeństwa. Dwanaście razy faktycznego, a trzynasty raz złudnego.

  84. ro napisał(a):

    Ale oczywiście poglądy niewłasne należy zwalczać.

  85. koleś napisał(a):

    Dobre… Wiesz, ja nawet się nie dziwię, że ktoś bierze nas za jedną i tę samą osobę (widać, że to żaden polonista!) – bo ktoś inny na naszym miejscu by się już trzy razy zastrzelił a pięć utopił!
    Widać nie zna siły Słowa Własnego Widzianego!

  86. Adrianna napisał(a):

    Panowie!jeżeli chodzi o myśliwych ,to oprócz zabijania ,zajmują się dokarmianiem zwierząt, budowaniem paśników itd.Nikt po pijoku po lesie nie gania, ponieważ obowiązują bardzo ostre przpisy.Polowanie jest bardziej humanitarnym sposobem zabijania niż jakiekolwiek inny w przemyśle mięsnym.Tutaj zwierzyna ma możliwość ucieczki a w ubojniach przeżywa ogromne stresy i męki.Niestety taka jest kolej rzeczy,żeby wrzucić karczek na grilla ,trzeba wcześniej ubić biedną świnkę,jajeczniczka ?…i owszem tylko z jajek od równie nieszczęśliwej i podduszonej kurki!Pozostaje więc szpinak i sałata .Jest jednak zagrożenie ,że nieodstrzelone zwierzątka rozmnożą się do takiej ilości,że wpałaszują nam wszystkie posadzone produkty wegetariańskiej diety.Na szczęście są tacy ,którzy uważają,że można żyć energią słoneczną .

  87. grenadier napisał(a):

    A ja żem herbu Radwan. Czekam na ado, ado, aro… cośtam cję ;)
    Rolnicy też dokarmiają by potem ubić… A nie lepiej nie polować a zwierzynie pozostawić NATURALNY obieg rzeczy? Po co wspomagać osobniki słabe czyli zdegenerowane?

  88. koleś napisał(a):

    Hm… ten wypadek na polowaniu, ten z odstrzeloną nogą to on tak mimo ostrych przepisów!
    A możliwość ucieczki sprzed LUNETY sztucera jest iluzoryczna.
    Męka postrzelonego… to chyba najlepiej zapytać tych, którym wypadek na polowaniu udało się przeżyć.
    Mój koleżka, mój rocznik – tego szczęścia nie miał.
    —————
    Ale… nie cierpię szpinaku.
    Lubię schabowego, wątróbkę, golonkę (najlepiej wieczorem!) a i jajecznicą nie pogardzę.
    Jak ktoś lubi warzywa tylko – to mnie nic do tego. Warzywa są niezłym dodatkiem.
    —————–
    A najbardziej lubię dziewczyny z własnym zdaniem! (byle się nieco różniło od ro!) :D

  89. gorniak napisał(a):

    Adrianno, sarenki dokarmiac mogą harcerze. Wkurza mnie to dorabianie ideolo o dbanie o las i jego ekosystem za pomocą strzelb. Ci faceci chcą sobie po prostu postrzelać. Zaspokoic swe atawizmy. I już. Nie lubię sukinkotów za jedno: zawłaszczają las. Jak idziesz z psem, to chcą zastrzelić. Jak oni ze sforą, to ok.

  90. Szopq napisał(a):

    A i tak Pan zagłosuje w drugiej turze na myśliwego. Bajki o dokarmianiu, to rzeczywiście bzdura. Gdzieś kilometr od mojego domu, w polach widziałem taki paśnik zorganizowany przez myśliwych… jakieś 20 metrów od ambony strzeleckiej :D Widocznie myśliwcy z mojej okolicy nie lubią sobie postrzelać (może nie umieją?). Dobrze, że sideł nie zakładają przy tym paśniku…

  91. gorniak napisał(a):

    Bo to, że Komorowski poluje nie jest dla mnie kryterium oceny jego kandydatury, przynajmniej dla mnie nie jest…
    Ja wybieram mniejsze zło w ten sposób, Panowie i Panie!:)

  92. koleś napisał(a):

    Mniejsze zło?
    Przecież jeżeli chodzi o naszych kandydatów to, Panowie i Panie (stosując urokliwy zwrot Gospodarza), mamy właśnie stan z czasów późnego Gierka i wojennego Jaruzela: wybór pomiędzy paprykarzem szczecińskim a octem!

  93. koleś napisał(a):

    Innymi słowy: mamy PUSTE półki!
    I jeszcze mi ekspedientka wmawia, że nie ma mleka, nie ma sera, nie ma mięsa, tylko ona jest: wąsata jak Komorowski, gołowąsa jak Kaczyński, opalona jak Lepper czy czerstwa jak Olechowski!
    A to nie te czasu, abym z racji “braków na odcinku mięsnym” za żonę polecał sprzedawczynię z mięsnego!
    Jaki wybór MNIEJSZEGO ZŁA?
    A może tak przestać to MNIEJSZE ZŁO, te WYROBY POLITYKOPODOBNE mi pod nos podtykać?

  94. Szopq napisał(a):

    Ale musi Pan, Panie Redaktorze, zmienić zdanie do wyborów! Zło może być niskie, ale nie może być mniejsze :)

  95. ro napisał(a):

    Rzecz droga Adrianno nie w zabijanym zwierzęciu, ale w, co siedzi w zabijającym.
    Po co to robi!
    Jeśli tylko z potrzeby jedzenia chwała mu za to, jeśli dla rozrywki – hańba.
    Jeśli chroni stado owiec przed wilkiem albo kury przed lisem – OK, jeśli po to, by “miło spędzić czas” – bardzo nie OK.
    Pan Bronisław Maria Karol nie wyglada mi ani na dostawcę żywności, ani na obrońcę kurników.

  96. Adrianna napisał(a):

    Siedzi kura w internecie,
    blog prowadzi:”Jak jest w Świecie”
    Gdzieś się pasie zwierz na łące,
    a jej żywot end w “Biedronce”
    Jakie jajko? ile deko?
    jak wyglądać ma to eco?
    Jak nawali, wyjazd z klatki!
    w galarecie kurze łapki!
    Ktoś odpisał:”kurko ładna,
    pewna Pani Gessler Magda,
    ponoć ładna,zgrabna,mądra,
    smaży w knajpie bycze jądra!
    Byk się pasie?…wielkie nieba!!!!,
    potem jednak cieńko śpiewa!
    Dziób do góry!łap laptopa,
    kiedy przyjdzie Ci ochota!

  97. ro napisał(a):

    A może pan, panie Zbyszku wyjaśni, dlaczego pan hrabia jest Pana zdaniem złem mniejszym? Jakież to zasługi bądź argumenty świadczą na jego korzyść? Czy są to przymioty pochodzące z tego samego arsenału, co homilia przemyskiego prałata?
    Ostatnio pytam (z nieukrywaną satysfakcją) znajomych o jedną chociażby maleńką zbrodnię kaczyzmu, albo o jeden skromny sukces rządów Platformy. Coś, co dawałoby legitymację, punkt zaczepienia. I nieodmiennie słyszę, o obciachu, o sianiu nienawiści, o atmosferze strachu, dzieleniu Polaków, o wstydzie przed światem…
    Wtedy proszę, żeby spróbowali własnymi słowami. I co słyszę? No oczywiście: że to są ich własne słowa…
    Tej homilii, o której Pan pisał 15 kwietnia, to Pan wtedy sam, własnousznie wysłuchał?

  98. grenadier napisał(a):

    Sukces? Porażka? Obiektywnie może jeszcze? To co dla jednego będzie sukcesem, dla drugiego porażką. Ale zgadzam się, że większość, proszę wybaczyć za wyrażenie, elektoratu (bez względu na opcję) mówi nie swoim głosem.

  99. koleś napisał(a):

    W Dobrzyniu nad Wisłą metalowy krzyż wznosi się na Górze Zamkowej i wolałbym tu nie stać, gdy zbiera się na burzę.
    Ale gdzie stanąć, gdy burza zbiera się gdzie indziej?
    W dole samotny biały żagiel, jedyny na tym wielkim akwenie wodnym sięgającym od Płocka do Włocławka.
    Idę o zakład, że ta żaglóweczka nie krąży sobie ot tak, tylko tak czujniej na tak!
    Chcę zrobić kilka zdjęć, zbieram więc z krzaków pająka niechcący i nagle staję oko w oko z olbrzymim szerszeniem, który zażera się pszczołą.
    Robimy na sobie wrażenie – szerszeń odlatuje a i ja wycofuję się na z góry upatrzone pozycje.
    Nagle uświadamiam sobie, że ostatnio deszcze jakoś tak ciągle padają, więc ta skarpa na której stoję nie musi wcale mnie utrzymać. A zlecieć na łeb na szyję te kilkadziesiąt metrów – to ja nie mam takiej potrzeby.
    Robię jednak ambitne zdjęcia, tzn. przyzwoicie skadrowane.
    Wieczorem stwierdzę, że przynajmniej dwa będą udane. Całkiem niezły wynik.
    Wracam do samochodu.
    W sklepikach wokół Rynku sprzedawczynie a może właścicielki stoją w drzwiach. To przypomina mi filmy dokumentalne, opowiadania z zamierzchłych czasów mówiące o sklepikarzach, najczęściej w fartuchachm, którzy stali w drzwiach swoich sklepów i wchodzili do środka razem z klientem.
    Używane rzeczy. “Wszystko za 4 złote”.
    Jest w tych sprzedawczyniach coś sympatycznego, w tym Rynku jest coś sympatycznego, w tych drzewach dających cień a najbardziej sympatyczny jest mały, czerwony fiacik, który będzie jechał. No chyba, że jakiś pies zaszczeka, wtedy wdrapie się na drzewp ;)
    A na ławce na Rynku siedzą mężczyźni.
    Po to są ławki na rynkach, aby mężczyźni mogli w nich siadać.
    [w innym miasteczku zobaczę dzisiaj Jarmark a mężczyż, którzy normalnie siedzieli na Rynku, ujrzę stojących, zagubionych w wylotach uliczek prowadzących do Rynku… Jarmark! I jak tu usiąść, skoro tam już ktoś siedzi. Stragany, haftowane serwetki, strażacy z OSP i dwóch na czarno okropnie groźnych policjantów. I następny drobny facecik, który bezradnie patrzy jak ławka na Rynku jest zajęta.)
    Jadę dalej.
    Chcę na tamę.
    Słyszełem w mediach, że Tusk ma być na tamie. We Włocławku.
    Pewnie będą tłumy.
    ———————-
    Tłum był… fotoreporterów i ochroniarzy.
    Wóz tvn24 jak z amerykańskiego filmu si-fi i wóz tvp jak z siermiężnego filmu o zwycięstwie sojalizmu. Został po drugiej stronie tamy – jakoś widać wolał nie stanąć obok konkurencji w rzędzie na tamie – bo nikt nie lubi świecić podartymi portkami przy elegankiej pani.
    Tusk? Ach, tak był.
    Tłumkiem otoczony i ochroniarzami, którzy profesjonalnie patrzyli w oczy czy kto nie podskoczy.
    A po co podskakiwać? Wybory będę przecież.
    Komorowski też był. Szczelnie otoczeni obaj.
    Powiedzieli do ludzi poprzez kamery tvn24 czy inne. Bo głupio by wypadli z megafonem, prawda?
    Czy to była już “gospodarska wizyta”?
    Czy też… hm
    Ciekawe – czy Komorowski pokłócił się z Tuskiem o miejsce przy tym czy innym oknie? A może o markę samochodu? Bo coś mi się zdaje, że jechali autem wojewody kujawskiego – he he – dobre – trzeba wiedzieć w czyje koszty wizyta “gospodarska” idzie!
    Zastanawiając się nad tym: a po co one na te tamę przyjechały, to se odpowiedziałem: ŻEBY PRZYKLEPAĆ!
    Jak przyklepią, to się lepiej tama trzymać będzie.
    Drugiej tamy chyba nie będą budować.
    Zreszta… będą znowu latami dyskutować jak koleś z ro i do tego wniosku dojdą, że się niespecjalnie lubą i tyle.
    Ale ro i mnie to uchodzi – ale od polityków to jednak rozwiązań by się oczekiwało, prawda?
    A oni jacyś mili względem siebie: Kaczyński Jarosłąw dzisiaj łagodnie konkurencję potraktował, wypomniał im tylko wykreślanie projektów.
    Hm, zobaczymy, czy wróci Jarosław do tego projektu? Idę o zakład, że nie wróci. Na razie nawołuje do hojności, ale zapomniał chyba jako pierwszy wrzucić coś do szkatułki! Czy mi umknęło, co? Chociaż z 500 złotych! Czy też wykosztował się Prezes na komunię?
    Proszę wybaczyć – ale ja tak reaguję, jak ktoś namawia mnie do hojności, bohaterstwa, odwagi, szczerości, uczciwości czy patriotyzmu… Najpierws sam pokaż, potem wymagaj… Albo jakoś tak, prawda?
    Ale Jarosław wygra wybory.
    Bo ludzie jakoś tak mizernie reagowali na Tuska.
    Tłumów nie było.
    Premier na żywo też akurat do wielkoludów nie należy. Stali tam nad nim jak niańki nad przedszkolakiem, troskliwie martwiąc się, żeby przypadkiem gdzieś z tyłu ktoś jakiego okrutnego pytania nie zadał, typu: “A po co pan przyjechał?”
    A Komorowski z wielkości to raczej jedynie manię ma i nic więcej! Gdybym nie wiedział, że jest, to bym nie dostrzegł. Świetnie chronieni.
    Lepiej niż nasz dobytek!
    Wieniec złożyli. Dobrze.
    Jakiś stary wieniec porzucony obok punktu informacyjnego. Przykry widok. A sam punkt?
    Zamkniętego dzisiaj. Ciekawe – czemu?
    Coś chłopaki obiecywali zrobić z tym miejscem, prawda? Biskupi obiecywali – i jak było – tak jest. Za to wycieczka, dość liczna, autokarowa poszła do Krzyża na Cyplu.
    Musieli przejść obok tej grupy, która Tuska otaczała.
    - Nawet nie patrzcie w tamtą stronę. – kwaśno mruknęła jedna z kobiet do tych, które szły obok i za nią. Nie był to zakaz – w tonie kobiety była głęboka świadomość nieprawdziwości tej grupy po ich lewej ręce.
    Zerknąłem w stronę Krzyża na Cyplu – tam w tej chwili nie było nikogo.
    Ludzie patrzyli i filmowali zrzut wody.
    Niektórzy przyglądali się ochronie i dziennikarzom.
    Ochrona przyglądała się ludziom.
    Jakiś strażak z generalskim wężykiem, jakiś generał, czyli wojskowy.
    Bo pojechali potem do remizy na posiedzenie sztabu kryzysowego albo może łódź strażacką obejrzeć.
    Powiedzieli, że tama wytrzyma, to znaczy wytrzyma.
    Słowo premiera to przecież świętość!
    Szkoda tylko, że tłum nie wiwatował, bo tłumu nie było a dać do wiwatu jeszcze jest czas do końca czerwca.
    Tłumek za to obejrzał sobie premiera. Chodzić umie premier. I wieniec złożyć umie. I wypowiadać się też umie. To dużo, gdyby porównać go z mającym problemy z chodzeniem takim jednym politykiem. Mówi gramatycznie – “ręcyma” nie będzie tamy stawiał!
    Komorowskiego zaś trzyma blisko siebie, bo wtedy szansa, iż nie pojawi się jakiś Bartoszewski jest większa.
    Upalny dzień.
    I tylko wzbiera. Mówią, że woda tylko. Ale kto wie, czy nie gorycz.
    Powódź jest straszna. Kiedy się przeleje przez wały czy przez czarę – jest strasznie…
    I wtedy nie będzie już w ogóle sensu pisać cokolwiek!

  100. Szopq napisał(a):

    “Na razie nawołuje do hojności, ale zapomniał chyba jako pierwszy wrzucić coś do szkatułki! Czy mi umknęło, co? Chociaż z 500 złotych! Czy też wykosztował się Prezes na komunię?
    Proszę wybaczyć – ale ja tak reaguję, jak ktoś namawia mnie do hojności, bohaterstwa, odwagi, szczerości, uczciwości czy patriotyzmu… Najpierws sam pokaż, potem wymagaj… Albo jakoś tak, prawda?”
    Koleś, byłbyś zadowolony gdyby Jarosław zaświecił banknocikiem przed kamerami i wrzucił na powodzian, kilkukrotnie przy tym, z animuszem poklepując w puszkę? Napisz lepiej, czy cyknąłeś fotkę jak tamten “zażera” się tą pszczołą.

  101. koleś napisał(a):

    Nie ma świecić, ma wrzucić, skoro ja też miałbym! I tyle.
    Istnieje takie stare pojęcie jak “dać przykład”.
    I nie ma nad czym dyskutować, drogi Szopqu – skoro przy innej okazji (vide FAKT czy inny SE) wręcza się dziecku iPoda czy coś tam z okazji komunii. Oczywiście FAKT czy inny SE był przy tym całkiem spontanicznie i zupełnie przypadkowo.
    ———–
    Ja bardzo nie lubię, gdy ktoś jej hojny z mojego konta. No bardzo!
    ————–
    Nie cyknąłem tej fotki – jedyne co mi do głowy przyszło, to się wycofać. Ten szerszeń miał taki wyraz twarzy (chyba jakaś reminiscencja z pszczółki Maji), że dopiero Twoja uwaga przywróciła mi świadomość zaprzepaszczonej możliwości. Albo… w panice cofnąłbym się o ten metr za daleko i zleciał ze skarpy…
    Jeśli zawiodą Cię kiedyś drogi do Dobrzynia to będziesz mógł sprawdzić. Za krzyżem w kierunku brzegu skarpy i w prawo… ;)

  102. koleś napisał(a):

    Faceci od PR powinni byli zaraz po wystąpieniu Prezesa powiedzieć, oczywiście “po cichu” i “tylko na użytek prasy, radia, tv i cioci Kloci”, że Prezes z własnego konta przelał tausena albo i nawet sto złotych.
    I starczy!

  103. Szopq napisał(a):

    Przecież Prezes nie ma konta! Chyba że już ma…
    Ale o to chodzi, szanowny Kolesiu, że skoro nie pomachał, to w takim razie dalej nie wiesz czy dał/czy da. A o pisowskich PRowcach… Czasami zdaje mi się, że lepiej gdyby ich nie było.
    .
    Słyszeliście o chłopaczkach z kędzierzyńskich Piastów? Oni nie czekali na żadne odgórne rozporządzenia i dyrektywy. Wzięli sprawy w swoje ręce i już wczoraj (albo i wcześniej) zbierali od ludzi kasę do puszek na powodzian. Ten naród nie zginie, mówię Wam, ani pszczoły, ani szerszenie.

  104. Gedeon napisał(a):

    Nie raz zastanawiałem się jakie procesy musiały zajśc w umyśle tudzież psychice Pana Redaktora, ,ze z dyplomowanego bądź co bądź humanisty, uczyniły piewcę kapitalizmu, czytaj: formacji ustrojowej, która ze swej istoty każe płacic Człowiekowi sprzedającemu swoją pracę (ręce i umysł) mniej niż wynosi jej wartośc faktyczna, by zapewnic tzw. “godziwy” zysk Panu właścicielowi.No chyba, że ma Pan Redaktor na myśli jedynie tych włascicieli jednoosobowych realizujących tzw. samozatrudnienie. Ale i tu obraża Pan Redaktor inteligencję swoich Czytelników, którzy już niejedno widzieli w kwestii sztucznego windowania kosztów działalnosci naszych rodzimych kapitalistów, aby w rezultacie wykazac jak najmniejszy zysk do opodatkowania. Dobrze by było, aby ten trudny czas powodzi, która w perzynę obraca wszystko co materialne, skłonił Pana Redaktora do nieco głębszych refleksji.Z pozdrowieniami od “ścisłowca” myślącego nieco inaczej.

  105. Zuraw napisał(a):

    Gedeonie, nikt nikomu nie zabrania sprzedawać swojej pracy za tyle, ile wynosi jej “wartość faktyczna” (cokolwiek to nie oznacza), ani nawet za więcej. A na sztuczne windowanie kosztów działalności istnieje szereg przepisów w kodeksie karnoskarbowym. Może się zdziwisz, ale one są używane.

  106. koleś napisał(a):

    Lubię takie zwroty “trudny czas powodzi”, “w perzynę obraca” – bo jest to prawda.
    Trafnie ktoś powiedział, że powódź zabiera nie tylko dobytek, ale często i psychikę.
    Powódź rani ludzi.
    ———-
    Ale sugestia Gedeona, aby “ten trudny czas” skłonił Pana Redaktora do nieco głębszych refleksji wywołuje u mnie prosty i dobitny gest popukania się w czoło. Tym bardziej dobitny, gdyż uważam, iż trzeba ludziom myślącym napisać (a i powiedzieć), kiedy walą jak łysi o beton!
    “Ścisłowiec” – czyli logika nie jest mu obca. Ba, pewnie z logiki jest lepszy ode mnie. Tak zakładam.
    Otóż, drogi i szanowny Gedeonie – na refleksje to było kilkanaście lat czasu.
    A teraz trzeba po prostu wyciągnąć konsekwencje.
    Nie – nie wsadzać do więzień, nie wrzeszczeć czy coś – nie! Idą wybory to wybrać tych, którzy mogą się wykazać tym, co już ZROBILI!
    Nie – CO GADALI!
    CO ZROBILI!
    Wybrać trzeba GOSPODARZY!
    Wybrała sobie Platforma ponownie Palikota w Lublinie?
    Pięknie – dla mnie to oznacza, że LUBELSZCZYZNA będzie przy następnej okazji znowu zalana!
    Dlaczego?
    Ano dlatego, że Palikot kierował projektem “PRZYJAZNE PAŃSTWO” i jakim się ono okazało – to widać – owszem, przyjazne – tyle, że nieskuteczne – dobytek spłynął z wodą (tą laną wcześniej w obietnicach pana Palikotowych i Tuskowych), przykryty został błotem (politycy błotem się obrzucają, mieszańcy mają błoto live!), nadzieje zostały utopione…
    A życie stracili w większości gapie, jak zauważył ktoś z dziennikarzy! Smutna to prawda i takież jej przesłanie – ci, którzy chcą się tylko przyglądać, też ucierpią. PAŃSTWO TO WSPÓLNY ZBIOROWY OBOWIĄZEK – mówił Norwid. Taki poeta.
    Skończył w przytułku, co mnie nie dziwi patrząc na naszych polityków i otaczających ich jak muchy – dziennikarzy kilku stacji, które wiele mówią nie mając co powiedzieć!
    Jeżeli uświadomimy sobie, że STACJE żyją z klęsk, tragedii i zdarzeń nadzwyczajnych (to nie jest zarzut!), to nie oczekujmy od nich, aby były zainteresowane ich likwidacją – bo to byłoby wbrew ich interesowi (coś niecoś marksizmu liznąłem w życiu – drogi Gedeonie)…
    Ale od polityków moglibyśmy się…
    Nie, nie moglibyśmy się!
    Nie dbają o życie swoje, nie zadbają o nasze.
    I tej prawdy nie chcą przyjąć zwolennicy PiSu i Kaczyńskich.
    Dlatego Kaczyński Jarosław nie wykorzystuje powodzi do walki z PO – bo wie – że jego formacja polityczna też o życie ludzkie nie dba!
    To jest kolejna wielka formacja ideologiczna – gdzie cel ideologiczny jest ważniejszy od życia ludzkiego doczesnego.
    PiS ma “misję” a przecież monopol na misję powinien mieć Kościół (tej czy innej religii), prawda?
    Dlatego – sorry – póki takich Palikotów czy Kaczyńskich nie odeśle się na emerytury – póty dotykać nas będą klęski – takie lub inne.
    Aż zrozumiemy, że potrzebni są GOSPODARZE.
    Pytanie tylko – CO JESZCZE MUSIMY STRACIĆ, ABYŚMY TO ZROZUMIELI?

  107. ro napisał(a):

    Szanowny Gedeonie, właśnie pochwała “kapitalizmu” świadczy o humanizmie czowieka. I przeciwnie: opowiadanie się po stronie systemu, którego wdrażanie kosztowało życie dziesiątki milionów ludzi – mówiąc oględnie: nie najlepiej o człowieku świadczy.

  108. ro napisał(a):

    Koleś, krępuje mnie, gdy muszę Cię poprawiać, ale przekręciłeś trochę Norwida. Trochę, to znaczy bardzo… On powiedział, że OJCZYZNA to zbiorowy obowiązek.
    Państwo to jednak coś trochę innego.

  109. koleś napisał(a):

    Widzisz, masz rację, tak się skupiłem na tym naszym wspaniałym Państwie, że mi biografia w niewłaściwe cytaty obrasta!
    Głowę spuszczam i mruczę pod nosem coś niezbyt wyszukanego pod własnym adresem.

  110. koleś napisał(a):

    http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/,1,3230177,aktualnosc.html

    Ciekawe, obserwowałem spokojną reakcję ludzi na wizytę “gospodarczą” premiera z marszałkiem na tamie – i widziałem na własne oczy to niewielkie bądź wręcz żadne zainteresowanie politykami.
    Nawet usilne staranie się reporterów nie sprawi, aby tłum otaczający premiera był większy.
    Śmiesznie zresztą wygląda ta ilość podtykanych mikrofonów wobec tego, jak niewiele premier miał do powiedzenia. Jest takie zdjęcie – zrobione z góry na ten tłumek.
    Kapitalny obrazek w jakim świecie media + politycy żyją = własnym.
    Dlatego Tusk robi za atrakcję turystyczną na tamie we Włocławku a Kaczyński za intelektualistę zza biurka, któremu rekwizytor zabrał na chwilę “Prawdę”.
    Obu te kulisy nie uwiarygadniają.
    —————
    A propos cytatów nieszczęsnych: wyczytałem w prasie, że jeden polityk [proszę obstawiać który] powiedzieć miał: “Miałem dziś przyjemność wizytowania terenów powodziowych”…
    Rozwiązanie zagadki:
    http://stalowemiasto.pl/forum/forum.php?mode=pokaz_posty&id=598683

  111. koleś napisał(a):

    Wirus molizmu przedostał się na Dziki Zachód:
    # koleś napisał(a): Twój komentarz oczekuje na akceptację moderatora.
    24 maj 2010 (Poniedziałek), godz. 13:53

    http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/,1,3230177,aktualnosc.html

    Ciekawe, obserwowałem spokojną reakcję ludzi na wizytę “gospodarczą” premiera z marszałkiem na tamie – i widziałem na własne oczy to niewielkie bądź wręcz żadne zainteresowanie politykami.
    Nawet usilne staranie się reporterów nie sprawi, aby tłum otaczający premiera był większy.
    Śmiesznie zresztą wygląda ta ilość podtykanych mikrofonów wobec tego, jak niewiele premier miał do powiedzenia. Jest takie zdjęcie – zrobione z góry na ten tłumek.
    Kapitalny obrazek w jakim świecie media + politycy żyją = własnym.
    Dlatego Tusk robi za atrakcję turystyczną na tamie we Włocławku a Kaczyński za intelektualistę zza biurka, któremu rekwizytor zabrał na chwilę “Prawdę”.
    Obu te kulisy nie uwiarygadniają.
    —————
    A propos cytatów nieszczęsnych: wyczytałem w prasie, że jeden polityk [proszę obstawiać który] powiedzieć miał: “Miałem dziś przyjemność wizytowania terenów powodziowych”…
    Rozwiązanie zagadki: (muszę napisać starym sposobem od mola)
    hatetepe://stalowemiasto.pl/forum/forum.php?mode=pokaz_posty&id=598683

  112. ro napisał(a):

    Obstawiam pana “hrabiego”.
    Trafiłem?

  113. ro napisał(a):

    Trafiłem!
    Czemu mnie to nie dziwi?

  114. koleś napisał(a):

    …ale że go nawet ten wstyd przed rodziną nie powstrzyma?
    Czy on chce przejść do historii jako polskie wydanie owej arystokratki, która głodującym radziła, aby z braku chleba ciastka jedli? No bo jeśli tak, to faktycznie “najpiękniej się żyło przed rewolucją”…

  115. ro napisał(a):

    To, że nie poważam polskich hrabiów, nie znaczy że mi po drodze z goszczyńskimi…
    Słów o chlebie i ciastkach Maria Antonina nigdy nie wypowiedziała! Był to “szczur” wypuszczony przez hm… metresę królewską “panią” du Barry.
    Królowa miała swoje wady, ale podłości, jakie ją do ostatniej chwili życia spotykały, wszystkie te wady odkupiły. Z nawiązką.

  116. Szopq napisał(a):

    Również poprawnie rozwiązałem zagadkę z przyjemniaczkiem. Bronisław “Error” Komorowski – takie określenie przyuważyłem dziś na forum onetu :)

  117. ro napisał(a):

    Na tle “przyjemniaczka” – bo mi to nie daje spokoju…
    Maria Antonina nie była zdolna do tego, żeby urazić prostego człowieka, nawet niechcący. Wchodząc, a raczej wbiegając na szafot (tak miała dość upokorzeń, którymi w ramach programu LEF – liberte egalite fraternite hojnie ją obdarzano), nadepnęła na nogę pomocnikowi kata, więc przeprosiła go. Automatycznie. To były jej ostatnie słowa w życiu.

  118. koleś napisał(a):

    Jakoś mam niewielką ochotę sprawdzać co jest faktem, co legendą czarną, co legendą białą w Państwie, którego Najwyższy Przedstawiciel zwany Obywatelem radzi mojemu krajowi, by trzymał mordę w kuble…
    Celowo użyłem sformułowania “owej arystokratki”…
    ro pewnie ma rację – ale o prawdę swojej historii niech się martwią Francuzi. Mnie, szczerze mówiąc, francuska historia rybka bardzo.
    ————–
    A Seweryn Goszczyński? Facet, którego policja szukała na Galicji i znaleźć nie mogła, który ledwo się w Warszawie pojawił w czerwcu 1830 roku, to zaraz trafił do Wysockiego. Carska tajna policja nie trafiła, a Goszczyński proszę, od razu, talent jak cholera!
    Jeden z naszych Mistrzów Sponsorowanego Pieprzenia o Niczym!

  119. Gedeon napisał(a):

    Szanowny Ro! Smutno mi bardzo, że tak zero-jedynkowo, w jedynie słusznych, czarno-białych barwach odebrałeś moją wypowiedź. A przecież otaczająca nas rzeczywistośc jest taka kolorowa.
    Widzisz, niepoprawny idealista, miałem cichą nadzieję, że to dziennikarze właśnie, owa czwarta władza,bazując na humanistycznych fundamentach wyniesionych z uczelnianych murów, wymuszą na współczesnych luminarzach nauk społeczno-ekonomicznych opracowanie modelu nowoczesnej formacji społecznej, godnej społeczeństw pierwszej dekady XXI wieku, miast tkwic ciągle w przestarzałym, XIX wiecznym kapitaliźmie.Nieśmiałe próby w tym kierunku podejmowano w okresie naszego Sierpnia ’80 i nie uwierzę aby obcym terminem był dla Ciebie “solidaryzm”. Jesli tak, to odsyłam np. do programu wyborczego Kornela Morawieckiego.
    A tu, masz ci babo placek, zostałem posądzony o sprzyjanie – zgodnie z zero-jedynkowym widzeniem swiata- poprzedniej, niechlubnej epoce ustrojowej.No cóż , jakoś to przełknę. Co zaś tyczy “pochwały kapitalizmu mającej świadczyc o humaniżmie człowieka” to pozwól, że przytoczę najświeższy news z dzisiejszej Wirtualnej Polski, która donosi, iż kilkoro warszawskich aktorów, będących właścicielami teatrów zamierza wystąpic do władz z żądaniem odszkodowania za utracone dochody w związku z ogłoszoną jakiś czas temu żałobą narodową.Czyż nie piękny przykład humanizmu, płynący wprost z przywiązania do fundamentalnych reguł kapitalizmu?

  120. koleś napisał(a):

    Wiem ro…
    Plotka, kalumnia, oszczerstwo odgrywa w biegu wypadków politycznych często ogromną rolę.
    Nie da się jednak zaprzeczyć, że skuteczna plotka czy zyskujące posłuch oszczerstwo muszą jednak zostać też uwiarygodnione zachowaniami osoby, której dotyczą oraz… znikomą liczbą osób stających w obronie dobrego imienia oczernionej.
    —————-
    Zauważyłem…
    - czyn zwany kiedyś sabotażem – pod Opolem – wredny bardzo, bo stało się to podczas powodzi (nto pisała o tym),
    - plotka na Żuławach, że wysadzono groble!
    - plotka że wały celowo uszkodzono, by tamę we Włocławku ratować, a kiedy okazało się, że ona jednak wytrzyma – wysadzono wały inne, by woda spłynęła…
    Pewnie takich plotek jest więcej. Wręcz ogłoszono, że policja autorów takich plotek będzie surowo karać. Tak… Najpierw musi znaleźć a ja śmiem podejrzewać, że w tych plotach, oprócz ludzkiej głupoty (a tej sądzę jest tu najmniej!) najwięcej jest celoweego, szkodliwego działania.
    ————
    Na miejscu naszych kochanych polityków zaprzestałbym wzajemnego atakowania – woda spływa i odsłoni! – może który to czyta – i może wreszcie zrozumie – co to znaczy – WODA ODSŁONI! – ludzie zobaczą, co stracili, jak to, co zdobyli często płacąc zdrowiem i szczęściem – poszło w błoto dosłownie! – i zapytają…
    Naprawdę dobrze radzę – BIERZCIE SIĘ DO PRACY i trzymajcie razem robiąc reformy rzeczywiście PRZYJAZNEGO PAŃSTWA…
    Bo ludzi opowiadających o Was, że radzicie nam jeść ciasteczka – tych nie zabraknie! Jeden nawet udaje Marszałka i chce być Prezydentem! Inni ornat ubrał i na mszę dzwoni [można obstawiać, ale rozwiązania nie podam ;) ]…
    Ja nie boję się “władzy absolutnej” tej czy innej partii – ja boję się stanu bezrządu z jakim zbyt zęsto nasi obywatele się stykają. Boję się stanu bezradności, niemocy i braku perspektyw, bo tak zaczynają się rewolucje. W roku 1980 czułem się bezradny, bez perspektyw i bezsilny – i czułem narastającą wściekłość na pieprzący od rzeczy rząd, partię i dziennikarzy… Wtedy baliśmy się jeszcze bardzo Ruskich, teraz boimy się o to, co już mamy… Ale jeśli już nie mamy? To czego się bać? Gorzej już być chyba nie może, prawda? [może być gorzej, ale to dopiero... przyjadzie]…
    ——————
    Potrzebni są GOSPODARZE [hej, to nie znaczy, żeby mi onety i inne zaraz Pawlaka pod nos podtykały a z Napieralskiego robiło się czarnego konia!]…

  121. Zuraw napisał(a):

    Widzisz Koleś, to co mówisz całkiem składnie podsumował JKM. Podrzucę tekst:
    ———————————————
    Czy zwiążecie się Panowie z dziewczyną, która za wszelką cenę pcha się Wam do łóżka? Czy przyjmiecie do pracy człowieka, któremu bardzo, bardzo na tym zależy – czy też będziecie się obawiać, że chce on Was okraść – albo jest agentem konkurencji…

    To samo i tu. Jeśli jakiś polityk po trupach pcha się na stanowisko, to należy podejrzewać, że (a) jest to agent jakichś służb, który dostał takie zadanie (b) agent obcego mocarstwa (c) człowiek, który na tej posadzie chce się nakraść – i dlatego tak mu zależy, (d) facet, który nie potrafi nic innego poza zajmowaniem politycznych stołków, więc musi…

    W walce o prezydenturę ten czynnik jest trochę słabszy – ale też występuje.

    W monarchii panuje zasada: „Siedź w kącie – a znajdą Cię!”. Król wybiera na posady ludzi, którym nie zależy; owszem, chętnie pomogą, poświecą swój czas i wysiłek – ale żeby się zabijać? Fi donc! W d***kracji jednak o stołki trwa walka – i, oczywiście, wygrywają ci, którym zależy (a ci, którzy są dobrzy, często w ogóle nie stają w szranki – bo albo im nie zależy albo boją się zatratowania na śmierć).

    Czyli: wygrywają ci, którzy nie powinni.

    A potem powszechne zdziwienie: skąd na szczytach tylu skorumpowanych, tylu agenciaków, tylu nieudaczników…

  122. koleś napisał(a):

    Ja startuję na Prezydenta czy Mikke?
    On startuje.
    W związku z tym czy zalicza się on do a), b) c) czy do d)? 8)
    Według mnie do de? ;) , bo tam mam logikę tego pana.

  123. koleś napisał(a):

    Żurawiu, proszę, “król wybiera na posady ludzi, którym nie zależy” – jak możesz takie bzdury powtarzać? Nic nie poradzę na to, że Mikke pozostał na poziomie wciskania nam opowieści o myszach, które zjadły Popiela.
    On miał to już dawniej – przed rokiem 1989 – i tak pozostał.

  124. koleś napisał(a):

    Ten facet to zaimpregnowana skamielina pseudoliberalnej katarynki politycznej, czyli osobnik twierdzący, że jak będziesz więcej pracować, to będziesz więcej mieć! Po 20 latach niektórzy, i jest ich wcale niemało, mogą zweryfikować tego typu powiedzonka Mikkego Korwina i w dodatku jeszcze Janusza.
    Gość był odporny na argumenty, jest odporny na argumenty i taki pozostanie. Jego cechą osobowości jest odporność na argumenty – dlatego stanowi swego rodzaju magnes dla ludzi, którzy gubią się.
    Z tym facetem się nie podyskutuje – bo on wie.
    Jego można tylko wysłuchiwać i czcić.
    Ma grupę zwolenników wśród ludzi, którym wydaje się, iż Mikke jest niczym Watson kopnięciem wyważający drzwi, przy których żmudnie grzebał się Sherlock Holmes z pękiem wytrychów!
    Pech ich jednak polega na tym, że film to jedno, a życie to drugie. I czekanie na króla, który Cię odnajdzie jest jednym z tych marzeń, które dołują człowieka.
    Mikke to według mnie taki Wojewódzki od rozważań politycznych.

  125. Zuraw napisał(a):

    Koleś, nie załamuj mnie, chyba że Twój osobisty Alzheimer za bardzo się panoszy w głowie Twojej. Jeszcze w barze u Mola parę razy wspominałem, że jak coś wrzucam, to ot tak, “do wiadomości” i z tego nie wynika, że się z tym zgadzam. No wiem, że Twoja tyrada była antymikkistyczna a nie antyżurawiowa, ale trochę za dużo emocji w to włożyłeś. I mylisz się, że jego można tylko wysłuchać i czcić, bo z wysłuchania wcale nie wynika cześć. Mówię tu przynajmniej o sobie i paru znajomych, czytujemy go w necie dość regularnie i nikt z nas mikkistą nie jest. Bo facet częściej nie ma racji niż ma. Ale czasem o dziwo ma.
    Koleś, czy jak obejrzę sobie “Czterech pancernych i psa” to zaraz muszę się do TPPR zapisać?
    A z innej beczki – właśnie usłyszałem w radio, ze leci do nas pomoc z Rosji. Tak ta, i to nie bombowcami szturmowymi, ale transportowcami. Nie wiem ile ich jest, ale mają przywieźć kilkanaście pomp i – uwaga, usiądźcie albo na baczność – 14 ton żywności. Rozumiecie, CZTERNAŚCIE ton. Nie złota, żywności. Z Rosji wielkiej.
    Mam dziwne wrażenie, że byśmy się tu z Kolesiem, Ro i jeszcze kilkoma mogli zrzucić na więcej.

  126. koleś napisał(a):

    Reaguję alergicznie na tego faceta, to prawda.
    I doprawdy, ceniąc sobie Twoje “wrzutki” – na Mikkego robię jednakże stały wyjątek! :)
    A już… żeby mnie jakimś Korwinem podsumowywać?
    …siedem, osiem, dziewięć, dziesięć – no to nie był dobry pomysł! ;)

  127. koleś napisał(a):

    Darowanemu koniowi się nie zagląda.
    Koniec i kropka.
    Jak powiedziała kiedyś jedna fajna dziewczyna: “Nieważne jakie kwiaty! Ważne je dostać.”

  128. Zuraw napisał(a):

    Owszem, się nie zagląda. Przy darczyńcy. Okazuje mu się wdzięczność, poważanie, radość etc. A jak wyjdzie, to się zagląda. I to co się widziało, omawia ze szwagrem czy innym znajomym konioznawcą.
    Owa dziewoja płatki policzy gdy zacznie z psiapsiółą o tym bukiecie rozmawiać. A zacznie. Choćby była za granicą i musiała do psiapsióły przez najdroższy roaming zadzwonić.

  129. koleś napisał(a):

    Ja nie omawiam ze szwagrem czy innym konioznawcą – jeśli dostałem darowanego konia.
    Ja mogę omówić ze szwagrem czy innym konioznawcą – jeśli obiecanego konia nie dostałem.
    Nie wiem, czy w umowie napisane było konkretnie, co mielibyśmy dostać. 14 ton, 140 ton czy 1400 ton?
    Nie wiem.
    Nie znam tej umowy.
    Jeżeli ona jest bardzo ogólnie sformułowana, to trudno. Podpisaliśmy.

  130. Zuraw napisał(a):

    Wiesz co Koleś, nie chciałbym być koniem darowanym Tobie. Z całym szacunkiem dla Ciebie i darczyńcy, ale chciałbym żeby mi ktoś w zęby zajrzał i stwierdził, czy mam dwa czy dwanaście lat i stosownie do tego dobrał mi dietę i obowiązki. Inaczej ja się zmarnuję, a i Ty nie będziesz miał większego pożytku.
    A jak obiecanego konia nie dostajesz, to omawiaj to z papugą, czyli prawnikiem.

  131. koleś napisał(a):

    I oczywiście w tym sensie pisałeś o tych 14 tonach z Rosji. Jasne, he he… chodziło Ci o dobre rozdzielenie tych ton. I tych pomp. I tego wszystkiego, żeby dobrać to do czekających zadań.
    I na pewno nie pisałeś, że przysłali za mało!
    Super, Żurawiu i brawo – :D

  132. Zuraw napisał(a):

    Usłyszałem to w radiu z wymową przynajmniej newsa. Coś tak jak w czasach Gierka raporty, że statek z pomarańczami z Kuby dopłynął do Świnoujścia. I oczywiście że pomyślałem sobie że za mało. I że to głupie – koszt żywności + koszt transportu samolotem jest wyższy niż koszt 20 ton kupionych w Polsce, lepiej przysłać po prostu kasę i kupić na miejscu; przecież to nie było trzęsienie ziemi w całym kraju.
    Za to Kolesiu drogi bardzo chętnie pomogę Ci w przeprowadzce. Ty będziesz targał meble i inne ciężkie klamoty, a ja przeniosę Ci taborecik i lampkę nocną. Ja, chłop 100 kilo żywej wagi i prawie 2 metry wzrostu.
    A ty mi będziesz wdzięczny nieskończenie :-D

  133. koleś napisał(a):

    Nie tak całkiem z tym kupowaniem “na miejscu”.
    Kupić u siebie, to jednak dać zarobić miejscowym, prawda?
    Jak Rosjanie sobie to wykalkulowali – to ich sprawa. Gdyby to byli Niemcy, Włosi czy Marokańczycy – też ich sprawa.
    Liczy się to, że przesyłają rzeczy przydatne.
    ———
    A ja się nie przeprowadzam.
    Dzięki jednak serdeczne sugestię pomocy przy przenoszeniu taborecika i lampki nocnej – to skłania mnie do przypomnienia sobie, abym wcześniej zabrał ze stolika nocnego mój nieśmiertelny widelec! :D

  134. koleś napisał(a):

    http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/komorowski-wychodzi-na-pomagiera-tuska,1,3231456,aktualnosc.html
    a w tym słowa, że “Poncyljusz powtórzył też wczorajsze stwierdzenie Adama Hofmana, że “w Polsce jest dwóch prawdziwych polityków – Jarosław Kaczyński i Donald Tusk”. – Jest, mówił, 7-8 dziedzin, których zmiany wymagają porozumienie między Polakami”
    Jeżeli to nie jest wpadka albo manipulacja dziennikarska – to jest to bezczelność.

  135. ro napisał(a):

    Szanowny Gedeonie, nie miałem zamiaru dotknąć Cię, ani broń Boże wsadzić do jakiejś szuflandii.
    Ja naprawdę uważam, że “dziki”, “zły” “wilczy” kapitalizm dzieli przepaść od ustroju “sprawiedliwości społecznej”, niezależnie od odcienia. Ze wszystkimi swoimi wadami i niedostatkami wolność stoi moralnie wyżej, niż niewolnictwo zarówno par excellence, jak i w swoich wyższych formach rozwoju: feudalizmie i etetyzmie.
    Po odarciu wszelkich ustrojów społecznych z opisów i zagadania, pozostają: z jednej strony wolność, z drugiej jej brak. Jeśli podnosisz zero-jedynkowość – to tak! Tu moje widzenie świata jest czarno-białe. Kolory i odcienie zaczynają się na niższych poziomach.

  136. ro napisał(a):

    Wpadka, Koleś. Nazywanie Tuska politykiem, to rzeczywiście bezczelność. :)

  137. koleś napisał(a):

    A według mnie Poncyliusz zdradza w klasyczny sposób [dominujące podkreślić] faszystowską, sowiecką czy zwyczajnie opartą o zamordyzm istotę “pisowskiego” myślenia – “prawdziwy polityk” – czyli ten silny, z którym należy się liczyć, innych mając w pogardzie.
    To jest ten sam typ myślenia, który kazał zapytać: “a ile ten Papież ma dywizji, co?”
    ————–
    Coś pisałeś o wolności?
    Nie, drogi ro – Poncyliusze mogą zrobić z Ciebie w podzięce za poparcie… funkcjonariusza czy akcjonariusza ich systemu.
    Wolnym czuć się tam będziesz, jak wolnym czuł się funkcjonariusz PRL-u i jego rodzina!

  138. koleś napisał(a):

    he he… “dwóch jest takich żołnierzów, Kuklinowski w Koronie i Kmicic na Litwie”…

  139. ro napisał(a):

    Wybacz Koleś, ale rzecz pisałem do Gedeona, w zupełnie innej sprawie, niż Twoja dyskusja z Żurawiem.
    A ponadto pisałem do Niego, a nie… o Nim.

  140. koleś napisał(a):

    Ależ ro, przecież nie masz obowiązku reagowania na moje słowa, wmawiając mi (a i innym czytającym także), że nazywanie Tuska politykiem jest bezczelnością.
    Ja nie lubię Mikkego, ale facet jest politykiem.
    Mogę mieć na Mikkego alergię, ale facet jest nieprzeciętnie inteligentny.
    Mogą do białej gorączki doprowadzać mnie jego argumenty, ale polemizować nauczyłem się tylko z “wyznawcami” Mikkego, bo z nim samym nie da rady – to skamielina [reszty nie chce mi się przepisywać]
    Tusk zaś – należy do czołowych polskich polityków, i to z podium a nie z pierwszej dziesiątki!
    Musi Cię mocno gnieść, że posuwasz się do takiego “żartu”.
    Okraszasz to wprawdzie buźką, ale co napisałeś to Twoje, prawda?

    PS. A Żuraw doskonale sobie ze mną dał radę.

  141. ro napisał(a):

    Nie w tym rzecz, Koleś. Być może tego nie zauważasz, ale ostatnio coraz częściej zamiast perswadować, czy poprawiać moje opinie, skupiasz się na tym, co “Poncyliusze robią ZE MNĄ”. Oczywiście “żyjemy w wolnym kraju” i “nie mam obowiązku na to reagować”, ale jest mi przykro, bo jeszcze pół roku temu inaczej wyglądały spory z Tobą.

    A co do JKM, to moja opinia na temat głoszonych przez niego tez jest pod wieloma względami bliska Twojej, choć nie tak radykalna i eliminująca. Irytuje mnie u niego upór w sprawach nieistotnych, na przykład mania tłumaczenia imion na język polski. Polemizowałem swego czasu z nim w tej sprawie. Nasza wymiana zdań skończyła się, gdy zapytałem, czy pójdzie do księgarni muzycznej i poprosi o płytę z utworami Wojtka Bartoka.
    Na bardziej istotne pytania: na przykład gdzie jest granica pracy potrzebnej, za którą zaczyna się ekonomiczna fikcja, odpowiedzi nie otrzymałem. Ale to nie jest powód, dla którego na niego nie głosowałbym, gdybym poszedł na wybory.

  142. gorniak napisał(a):

    Wojtek Bartok, dobre:)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
    Tak, Korwin na dar odstręczania od siebie ludzi pierdołami, przy których się upiera. Gada mądrze, gada, gada, ludzie kiwają głowami, aż on nagle, że kobicie trzeba czasem przyłożyć. I cały czar pryska, ludzie go mają za wariata.

  143. ro napisał(a):

    Właśnie! Jest to dla mnie niepojęte. Chyba, że… jego własne poglądy sprowadzają się do “imion i feministek”, a cała reszta, przy której ludzie kiwają głowami, to bezrefleksyjne zapożyczenia. Z de Misesa, Hayek`a, Mackiewicza, Kisielewskiego.

  144. koleś napisał(a):

    Pół roku temu można było wielu rzeczom zapobiec.
    W ciągu pół roku straciliśmy wielu ludzi fizycznie i… psychicznie (powódź między innymi).
    A przypominam – dwa lata temu mówiłem o rządzeniu i rządzących jako o ludziach “wynajętych do wykonania konkretnej roboty” (jak hydraulik do naprawienia rury!)…

    Opisywałem, jak błędny jest system dwuwładzy – jaki to brak odpowiedzialności i jak groźna walka o wpływy.

    W tych naszych NASZYCH tekstach jest materiał, który przyszli studenci historii czytać będą niczym my “Głos wolny wolność ubezpieczających” czy inną Konstytucję i myśleć o nas dokładnie to samo, co my myślimy o Posłach Sejmu Wielkiego.

    A tu mi jakiś Poncyliusz z Hofmanem mówią, że oni wiedzą, kto jest prawdziwym politykiem a kto nie?
    Kto słyszał w 1780 roku o Dantonie czy Robesspierze?

  145. southpole43 napisał(a):

    Szanowny panie Gorniak, chcialbym panu powiedziec, ze zamiast wchodzic na glowne polskie portale od dzisiaj czytam tylko Pana.
    P.s. daj pan spokoj z ta falszywa tytulomania. Kazde dziecko w Polsce wie, ze Bartoszewski to absolwent malej matury, czyli 9 klas szkoly gimnazjalnej przedwojennej.

  146. ro napisał(a):

    To według Ciebie Danton i Robespierre byli politykami?
    -
    Tak, opisywałeś szkodliwość dwuwładzy, tylko że na przykład mnie to nie przekonało. Więc dlaczego miałoby przekonać innych (czyli kogo)? Już pomijam inne argumenty: wytłumacz mi proszę, dlaczego tak się uparłeś, żeby oddawać całą władzę reprezentacji MNIEJSZOŚCI? Proszę bardzo: wprowadź wybory obowiązkowe, albo znajdź przyzwoity sposób, żeby wszyscy którzy mogą, szli głosować. Niech zwycięzcą będzie ten, kto zdobędzie 50% głosów + 1 i wtedy niech zgarnia całą pulę. Dopóki tego nie będzie nie ma (według mnie) najmniejszego powodu, żeby akurat TEN hydraulik robił samodzielnie remont sublokatorskiego mieszkania, który nie przekonał siedmiu spośród dziesięciu sąsiadów, że jest najlepszy.
    Reasumując: demokracja tak (niech będzie moja strata), ale pod warunkiem: 50% + 1 wszystkich uprawnionych do głosowania.

  147. ro napisał(a):

    Szanowny Southpole43, Bartoszewski prawo do tytułu profesora ma.
    W Polsce (i nie tylko zresztą) tytułomania jest obyczajem społecznym i ma czasami bardziej kontekst grzecznościowy, niż hiererchiczny. Zauważ, że o wszystkich swoich belfrach w szkole średniej mówiłeś (oficjalnie) profesor, choć niektórzy, przynajmniej w moich czasach, byli tylko po SN, a zdarzało się nawet – bez matury (instruktorzy warsztatowi, którym powierzono prowadzenie lekcji teoretycznych).
    -
    A oficjalny życiorys tego pana przytaczam za Wikipedią:
    Władysław Bartoszewski (ur. 19 lutego 1922 w Warszawie) – polski polityk, działacz społeczny, historyk (profesor), dziennikarz, pisarz, więzień Auschwitz, żołnierz Armii Krajowej, działacz Polskiego Państwa Podziemnego, uczestnik powstania warszawskiego, dwukrotnie minister spraw zagranicznych, kawaler Orderu Orła Białego, honorowy obywatel państwa Izrael.
    Absolwent Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki w Warszawie (1937) oraz Liceum Humanistycznego Towarzystwa Wychowawczo-Oświatowego “Przyszłość” w Warszawie. Maturę zdał w 1939. Od października 1941 do początku 1944 studiował polonistykę na tajnym Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. W grudniu 1948 został przyjęty na trzeci rok polonistyki na Wydziale Humanistycznym UW. Studia zostały przerwane aresztowaniem w grudniu 1949 i pięcioletnim pobytem w więzieniu. W listopadzie 1958 został przyjęty na studia polonistyczne na Wydziale Filologicznym UW w trybie eksternistycznym. Złożył na ręce prof. Juliana Krzyżanowskiego pracę magisterską, jednak decyzją rektora UW został w październiku 1962 skreślony z listy studentów. Posiada tytuł profesorski nadany mu decyzją rządu Bawarii, gdzie wykładał na uniwersytetach w latach 1983-1990.
    [...]
    Wobec powyższego Twoja teza, jakoby Bartoszewski miał tylko małą maturę, słabo się broni.

  148. koleś napisał(a):

    “A cóż to Panie jest, te 6 tysięcy?”
    Jakieś pechowe 13 ton pszenicy!
    Jakieś 9,5 tony ziemniaków.
    Jakiś bardzo mocno przechodzony Opel Corsa. [oczywiście bezwypadkowy, pierwszy właściciel, w dodatku niepaląca kobieta, która w roku wyjeżdżała nie więcej jak 1 000 km! he he)]
    “A cóż to Panie jest, te 6 tysięcy?”
    Pytanie człowieka, któremu powódź, niczym wojska obcej armii, przetoczyła się przez gospodarstwo.
    Ale…
    Te 6 tysięcy złotych pomnożone przez liczbę gospodarstw w gminie – dałoby pokaźną sumę, gdyby zainwestować ją np. w wał albo polder, albo udrożnienie kanałów czy wysokowydajne pompy…
    Gdyby babcia miała wąsy to…mogłaby wziąć udział w Paradzie Równości!
    Teraz…
    …teraz wydać miliardy na pomoc powodzianom, czyli gdzieś z czegoś zrezygnować niestety. Być może z melioracji jakiejś łąki czy z “wyprostowania zakrętu” jakiejś drogi, biorąc pod uwagę, że żyli ludzie z podmakającą łąką pokolenia to i parę lat jeszcze wytrzymają lub, choć brzmi to cynicznie, muszą na tym cholernym zakręcie bardziej uważać!
    Pieniądze nie biorą się przecież ot tak, dodrukowane i z banku – muszą mieć odpowiednik w “materii” – inaczej napędzą inflację.
    Wałów od TEJ pomocy nie przybędzie, polderów też nie, działek wreszcie wykupionych pod budowy hydrologiczne też nie przybędzie…
    Na TO trzeba będzie jeszcze innych pieniędzy.
    Inaczej znowu… kiedy? No kiedy może spaść znowu taki deszcz jak w maju? Za dwa miesiące? Jesienią? Wiosną przyszłego roku? A może dopiero za lat 10?
    Jedno co przytomniejsi politycy mają wspólne z powodzianami –
    STAJĄC PRZED POLSKIMI, NASZYMI PROBLEMAMI STAJEMY JAK ÓW GOSPODARZ PRZED SWOIM ZNISZCZONYM DOBYTKIEM – mogą zakrzyknąć: “A cóż to jest 6 tysięcy złotych?”
    Byli tacy, którzy krzyknęli już:”Dawać 12 tysięcy”
    Ja to rozumiem, z ich szeregów był bowiem ten, który skarżył się, iż 8,5 tysiąca to mało!

  149. koleś napisał(a):

    Za Wikipedią:
    Polityk – osoba działająca w sferze polityki, którą w klasycznym rozumieniu pojmujemy jako sztukę zdobywania władzy i rządzenia państwem, przy czym celem jest tu dobro wspólne, a przyporządkowanie działania temu celowi ostateczne. Polityk dąży więc do udziału we władzy lub do wywierania wpływu na podział władzy.
    ——-
    Tak więc Danton i Robespierre to politycy.
    ———
    Trudno rozmawiać z kimś, kto wykazuje się sporą wiedzą w temacie “Rewolucja Francuska” i… poważnie pyta, czy Danton to polityk?
    ro, Ziemia to planeta, białe jest jaśniejsze od czarnego a w temperaturze poniżej zera woda w Opolu zamarza.
    Jeżeli szukasz rozmówcy, który te sprawy z Tobą będzie roztrząsać na nowo, to trafiłeś pod adres, gdzie ja już nie mieszkam. Sorry.

  150. ro napisał(a):

    Widzę że ostatnio bardzo polubiłeś argumentację ad personam; nawet pisząc coś merytorycznego nie potrafisz sobie odmówić tej przyjemności.
    Cóż!… Twoja sprawa.

  151. koleś napisał(a):

    Oczywiście, że moja. Wolę ad personam niż ad krasnoludkam. Przypomnij sobie mój tekst o naszej polskiej grzeczności i skojarz ją w dobroci swojej z paroma tragediami, które by się nie zdarzyły, gdyby ludzie potrafili powiedzieć idiocie, że jest idiotą, bez względu na to, czy jest to kolega z pracy, przyjaciel ze szkoły, szef (łojezu!) czy inny przełożony (łomatko!) prezes partii albo przewodniczący kołchozu zwanego dla niepoznaki gazetą czy stacją telewizyjną.
    ————-
    I postaraj się zapamiętać, że dyskusja ze mną czy Danton jest politykiem odebrana zostanie jako prowokacja i odpowiednio potraktowana.
    Zrażam?
    A czy ja szukam wyborców? Czy ja startuję na jakieś stanowisko, żebym musiał się bawić w dworskie ukłony?
    Jeżeli komuś nie odpowiada mój styl bycia, może mnie ignorować.
    Wielu to czyni i ja nie mam im tego za złe!
    Po co strzępić język?
    Przecież doskonale rozumiem, że to JA mogę być dla kogoś skamieliną, Mikkem czy blog jeden wie kim jeszcze!

  152. koleś napisał(a):

    http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/kaczynski-komorowski-pelni-tylko-obowiazki-prezyde,1,3232529,aktualnosc.html

    “- …zwiększenie sumy pomocy dla rodzin do 12 tys. zł i uproszczenie procedur pomocowych. [...]” Kaczyński.
    Przepraszam panie Kaczyński… te pieniądze przełożone na sprzęty i inwentarz zabierze KOLEJNA powódź.
    Bo żeby TU POMÓC, to INNYM trzeba ZABRAĆ?
    Ale to niech rząd się martwi.
    Fakt – zabarłożył – niech się martwi.
    Pan Kaczyński, grillując jak chłopaki we Wrocławiu, popatrzy jak się ta który uwija!
    Ocenę swojej zmiany p. Kaczyński zostawił inteligencji Polaków. Cóż, jestem tępy widać – ja widzę recydywę.

  153. ro napisał(a):

    Kompletnie nie rozumiesz.
    Że można idiotę nazwać idiotą, a nawet udowodnić bez pomocy argumentu, że ten kogo chcesz o idioctwie idioty przekonać, sam idiotą może być (jeśli tylko się z Tobą ośmiela nie zgadzać).
    -
    Starałem się dać Ci to możliwie delikatnie do zrozumienia, ale widać zbyt delikatnie…
    To co nazywasz cenzurą na blogach “Rzepy” było moim zdaniem odwróceniem się na pięcie z powodu formy, która Tobie wydaje się najbardziej przekonująca – czyli “obudzić myślenie” przez dotknięcie do żywego.
    Że inne wpisy miały jeszcze gorszą formę?…
    Nie szkodzi, widocznie po Ziemkiewiczu czy Mazurku spływają “opinie” tych, którzy nie mają nic do powiedzenia, ale od co nają coś do powiedzenia – wymagają.
    Zauważ, że oni (jak i wszyscy publicyści) nawet jeśli wypisują najgorsze o politykach, czy o swoich polemistach – kolegach po fachu, to jednak do tych, którzy mają czytać i rozumieć ich myśli, czyli CZYTELNIKÓW, zwracają się neutralnie lub z szacunkiem.
    Nie mówią “ty czytelniku chodzisz w krókich spodenkach ze sztachetą”. O kimś tak – do czytelinika nie.
    No, ale Ty wolisz żyć w przekonaniu, że jesteś cenzurowany ze względu na poglądy. Nie wiem – może Ty masz rację, a nie ja, ale najpierw musiałbyś mnie o tym przekonać.

  154. koleś napisał(a):

    Ale ja JUŻ nie mam absolutnie zamiaru Ciebie przekonywać, gdyż zajmuje to dziesiątki wpisów (albo i więcej) a kończy się powrotem do punktu wyjścia i stwierdzenia jak ze Smerfów: “Pasibrzuch głodny, Pasibrzuch chce jeść”, że “ro trzeba przekonać”.
    To chyba nie tylko moje doświadczenie – zajrzyj na pokrywający się kurzem sąsiedni blog – będziesz widział (to raczej uwaga dla ewentualnych Czytelników, których interesowałaby prawda)… Ale przecież to wiesz!
    Poza tym… kłamiesz, bo można znaleźć TWOJE wpisy mówiące o moim pisaniu, że ono wcale nie odbiega a cezura to raczej zbieg okoliczności typu “omyłkowe kliknięcie na coś tam”…
    ————-
    Zresztą – proszę sprawdzać (jeśli kto ma chęć i czas) kto sprowadzał rzeczy do osobistych utarczek.
    Tego jest jednak tak dużo i Ty ro o tym wiesz – więc możesz bawić się w swoje przeinaczenia i kłamstwa.

  155. koleś napisał(a):

    Uważam, że niekompetencji polityków trzeba położyć kres – i widzę, kto stara się tej niekompetencji kres położyć – i, na Boga, nie jest to Kaczyński.
    Stara się to robić Tusk.
    A ma to, co ma – kraj który jest spustoszony polityczną powodzią ostatnich pięciu lat!
    ———
    To jest moje zdanie!
    A Ty doskonale to widzisz, stąd Twoja złość i podszczypywanki.

  156. Zuraw napisał(a):

    Tusk stara się położyć kres niekompetencji polityków????????????
    Koleś, położyłeś mnie na łopatki.
    (co nie oznacza, że uważam że robi to Jarkacz)

  157. koleś napisał(a):

    Ciiicho… właśnie też zrozumiałem, jakie straszne rzeczy robi się w złości :D

  158. ro napisał(a):

    To dotyczy każdego…

  159. koleś napisał(a):

    To mówisz, ro, że jestem starym staruchem, zgryźliwym i złośliwym, który odczuwa sadystyczną radość raniąc do żywego naszych wrażliwych na duszę bliźnich polityków a także słowem jak rozpalonym żelazem przypala serce bogobojnych blogowiczów?
    Masz rację – jestem.
    Dlatego pisałem, że nie pcham się do polityki.
    Polsce nie jest potrzebny jakiś porąbany Savonarola ze mieszanym słowiańsko-germańskim rodowodem, ale gość, który pieniądze umie liczyć i zarabiać. Taki jakiś Drucki-Lubecki. Oraz taki nasz Fouche, który paru durniów własnych i nasłanych w porę wykryje i zneutralizuje, co by nam tu jakiego powstania nie wywołali.
    Oczywiście, jest taki Fouche zagrożeniem dla demokracji i jak się zagapi albo pomyli, to go rozwalą media a politycy zlinczują – albo odwrotnie.
    Życie.
    —-
    A wracając do wątku mi bliskiego jak własna twarz w lustrze… (Wiosna, Panie i Panowie, czas na chwilę narcyzmu!)
    Czy naprawdę jestem tak straszny, że Niesiołowski Marszałek łkając przemierza sejmowe korytarze, a Palikot Janusz codziennie przebiera się za inną postać, byle nie zostać przeze mnie rozpoznany?
    I Kaczyński Jarosław posiwiał z mojego powodu a dwa miliony ludzi wyemigrowało nie mogąc znieść mojego nadawania?
    Wziąłbym to na siebie, ale wtedy ktoś wrzaśnie (niech zgadnę!), że podszywam się ze owego, co za miliony cierpiał. U nas to jeden tylko Olechowski cierpi za miliony. Zdaje się, że nawet za 7 czy za 17 milionów. Sprawia jednak wrażenie, że się… wykosztował, taki zmęczony, bez energii. W modzie energia odnawialna, a on sam rusza się jakby mu się biogaz kończył!
    ———–
    Ale wiosna… energia rozpiera – Marszałek Belkę dostrzegł, wskazał a się zaraz budowlańcy z innych partii za obliczanie Belki wzięli i doszli do wniosków, że… wytrzyma.
    A ja rechotałem w złośliwości mojej wrednej, kiedy TV zdanko pana Belkowe przytoczyło, kończące się zawołaniem: “Do roboty!”…
    Piękne zdanie.
    Prawdziwe. Miodzik.
    Sejm Wielki w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej cztery lata zajmował się sprawą guzików do mundurów. [temat na osobną rozprawkę pt. "Guzik Tobie, guzik Polsce" - z koniecznym wspomnieniem Guzika Sejmu Wielkiego, Guzika, który oddamy Niemcom oraz Guzika, który po nas zostanie oraz wspomnienie o Guzik nas obchodzi...]
    Nasz zajmuje się sprawami poważniejszymi, czyli Wie Ktoś Czym Zajmuje się Sejm?
    Przyjaznym czy raczej Podtopionym Państwem?
    ————
    Poważniejąc na momencik: jak by nie patrzeć – Belka jest z innej formacji niż Marszałek – no, no – mnie się to spodobało, co Marszałek zrobił.
    Kulisy? Na pewno kiedyś się dowiemy – ale FAKTEM jest – i dobrym precedensem – FACHOWIEC u steru.
    Może zaliczy wpadkę, ale prawdopodobieństwo jest mniejsze.
    No i to jego zawołanie: “Do roboty!” he he, chłopakom, którzy są specjalistami od hasła: WEŹMY SIĘ! I… zróbcie!!”, takie coś powiedzieć?

  160. ro napisał(a):

    Panu marszałkowi wyszło, że regimentarz Belka może dostarczyć jakieś 50 szabel, a koalicjant tylko 31, a zważywszy, że nie wszyscy koledzy Pawlaka lubią kolegę Pawlaka, może tych szabel, choćby nawet wyszczerbionych marszłkowi przybyć.

  161. ro napisał(a):

    A “fachowiec u steru” to wbrew pozorom nic lepszego od działacza partyjnego u steru. Fachowiec u steru jest sterowany przez kolegów fachowców, którzy mają swoje interesy koprporacyjne, towarzyskie i te pe, a nie mają nad sobą straszaka w postaci słupków. I wyborów powszechnych.
    Z trojga złego lepszy u steru działacz partyjny. Także dlatego że nie pozjadał wszystkich rozumów i dobierze sobie fachowców, którzy będą tylko nośnikiem nacisków korporacji, przyjaciół i te pe.
    -
    A z dwojga złego lepszy Belka niż Kołodko.

  162. ro napisał(a):

    Przykłady takie jak sprawa dystrybucji filmu fabularnego Ewy Stankiewicz “Nie opuszczaj mnie” pokazują, że idea państwa funkcjonującego w drugim obiegu wciąż nad Wisłą (i wiekszością Odry) nie powinna nigdy zostać zapominana.
    Trzeba pracować nad tworzeniem struktur niezależnych od dyktatu bogatyrowszczyzny. I to nie tylko w sferze myśli. Na początek w takich sprawach jak media, wydawnictwa, dystrybucja prasy, filmów, nauczanie historii i literatury. Choć oczywiście działających w ramach obowiązującego prawa!
    Z czasem można będzie, zapatrując się w XIX wieczną Wielkopolskę…

    Podtrzymuję to, co napisałem kilka tygodni temu: z NIMI nie da żyć we wzajemnym poszanowaniu. Przykład z mojego podwórka: znajomy, z którym od kilkunastu lat wymienialiśmy się dowcipami i spostrzeżeniami natury ogólnej, a czasem zawodowej, ale nigdy politycznej, przestał odpowiadać na moje maile i nie odbiera telefonów od czasu, gdy dałem mu (bardzo zresztą oględnie) do zrozumienia, że nie jestem tak postępowy, jak mu się wydawało. To jest niesamowite, ale to właśnie tak działa: ONI takich jak ja wykluczają.

  163. koleś napisał(a):

    Partyzantka? Chyłkiem przemykający pomiędzy krzesłami chłopcy, niosący “taśmy” do projektorów?
    Felieton kolesia drukowany na papierze śniadaniowym i przemycany do barów szybkiej obsługi, by I zmiana idąca do fabryk mogła czytać, jak intelektualiści cenią robotników?
    II obieg?
    A wszystko skończy się i tak “nocnymi Polaków rozmowy” o tym, jak społeczeństwo jest niemrawa i dlaczego na zaproponowany mieszkańcom Warszawy rajd rowerowy “Śladami poszlak i spisków” przyjechał tylko Dyżurny Oponent z Małżonką z Wybrzeża i trzech starszych panów na dwóch rowerach…
    ———-
    Czy wiadomo komuś, ile zebrano na akcji charytatywnej pod patronatem PiS?
    Rozumiem, że propagandowo Prezes domaga się 12 tysięcy na każdego poszkodowanego.
    Wiemy, że Papież przekazał 50 000 Euro.
    A ile dał Pan Prezes?
    Wiesz, ro, bo zanim rzemykiem ściągnę kurtkę i za pas włożę kordzik dziadka, by udać się do lasu i czynić wykop pod tajną przez poufne drukarnię, to chciałbym wiedzieć co nieco a nawet więcej…

  164. Zuraw napisał(a):

    Wiesz Koleś, te 14 ton rosyjskiej żywności mogło wyglądać tak. Przyjechali chłopaki na lotnisko ładować te wysokowydajne pompy na samolot. Załadowali, policzyli ile ważą, ile ważą ekipy do ich obsługi, popatrzyli na nośność samolotu i została im superata. No to kamandir powiedział, żeby wrzucili jeszcze trochę żarcia, bo przecież się Paliakom przyda. I polecieli. A redagujący komunikat sformułował to tak, jakbym to ja uginał się pod Twojego taborecika wnosząc go aż na parter.

  165. ro napisał(a):

    Udam Koleś, że nie dostrzegam, że udajesz, że nie zrozumiałeś.

  166. katy napisał(a):

    cyt”Naprawdę nie wiem, skąd to lekceważenie dla tych, którzy hodują zwierzęta na futra. To przecież o wiele trudniejsze niż robienie dzieci. No i o wiele mniej przyjemne, jeśli brać pod uwagę tylko startowy moment procesu ojcostwa.
    Przecież taki hodowca nutrii, norek, lisów czy szynszyli tyra niczym górnik na przodku. Wstaje skoro świt, ćwiartuje surowe mięso, roznosi je po klatkach.” I właśnie tutaj Pan zawarł cala istotę sprawy, prawdopodobnie nikt nic nie ma do merytorycznej istoty biznesu owych jegomości, chociaż uważam jako samotna matka 9 latka, ze wolałabym hodować czasem norki, kupie wyhoduje i sprzedam nie mając żadnych powiązań czy jakichkolwiek więzi emocjonalnych z futrzakami, chociaż jakaś tam odpowiedzialność za życie stworzeń jest nie mamy podświadomie strachu, ze wyhodujemy norkę na morderce lub nie daj boże polityka…ale wracając do tematu. My Polacy po prostu nie lubimy jak ktoś jawnie przyznaje się się do mordowania innych stworzeń!!! jak chcesz czynić taki proceder nie mów o tym i się nie przyznawaj. boimy się tego tak jak legalizacji marihuany czy prostytucji co dawałoby nam korzyści dla Państwa i kontrolę nad problemem strefy cienia…

  167. fox123 napisał(a):

    panie Zbigniewie ale hodowla kota to jednak nie biznes a fanaberia a “hodowla”dzieci(bo z kotów nie przybędzie w przyszłości płatników naszych emerytur) to jednak wielki obowiązek od którego pan z kotem się wymigał.pozdr

  168. Trackback: poplar table,
  169. Trackback: Diindolylmethane,
  170. garcinia cambogia xt napisał(a):

    excellent points altogether, you just won a emblem
    new reader. What would you suggest about your submit that you just made a few days ago?

    Any sure?

  171. Trackback: direct payday loan,
  172. Trackback: premature ejaculation tricks,
  173. Trackback: Pracusie i dziecioroby - 18 maja 2010,
  174. Trackback: Pracusie i dziecioroby - 18 maja 2010,
  175. Trackback: air duct cleaning 77018,
  176. Trackback: Pracusie i dziecioroby - 18 maja 2010,
  177. Trackback: cialis 10mg prix en pharmacie,
  178. Trackback: commander cialis viagra,
  179. Trackback: cialis avis,
  180. Trackback: aceite de canola,
  181. Trackback: Science,
  182. Trackback: generique cialis,
  183. Trackback: natural sleeping pills,
  184. Trackback: clash of clans hack,
  185. Trackback: Youtube potty toilet training,
  186. Trackback: cialis le moins cher,
  187. Trackback: payday loans,
  188. Trackback: suara bakrie,
  189. Trackback: fajsdgjfashdjfaksjdhkfa,

Zostaw komentarz

*